niedziela, 15 kwietnia 2018

Taki stary a taki głupi...

Heyka

Lobo namówił mnie na potyczkę w 40k… a ja głupi zgodziłem się.
A tyle się już nagadałem. Tyle ponarzekałem. A jednak stara miłość nie rdzewieje. Jednak ciągnie jak cholera. I dałem się namówić.
Mój błąd.
 


Po raz kolejny potwierdziło się to co zauważyłem już dawno temu. Gra jest super to ludzie są do dupy… Żart! Powinno być - Gra jest super to balans jest do dupy!


Mówiłem to już wcześniej i powtórzę po raz kolejny. Nowa edycja WH40k pod względem zasad to chyba najlepsza odsłona jak do tej pory. I naprawdę mam takie zdanie. Uproszczenie zasad, zrezygnowanie z pancerza na pojazdach, uproszczenie lataczy, szarżowanie, walka wręcz, osłona - no cud miód i orzeszki! Aż przyjemnie wystawić miniatury na stół. 


Jedyne co widzę do poprawy to zastąpienie tury gracza naprzemienną aktywacją jednostek.
Za to balans? UUU no tu pojechali. I to wozem drabiniastym na pełnej kurwie. I to z syreną strażacką! Przy akompaniamencie Sławomira!


 A imię jego Robert Guilliman
No właśnie. Lobo kupił nowy model i chciał go przetestować. I ciężko mieć do niego pretensje. Z Jubym mieliśmy podpisaną konwencje Cadiańską. O nieprzeginaniu rozpisek. I to mnie zgubiło. Niestety Lobo nie znał podstawowych zasad tej konwencji… No i okazało się że przyszedłem z nożem na strzelaninę.


 Zaczęło się niegroźnie. Pierwsza tura mój „ulubiony” model latającej cegłówki spadł na moich Tyranidów niczym grom z jasnego nieba. Samodzielnie zniszczył oddział Genestelarów i zabił kilku Tyanid Warriorów. Dołączył się Predator likwidując Biowory. Nic, z czym bym się nie liczył grając przeciwko Ultramarines. Lobo zdobył kilka objectivów dostał za to kilka punktów. Guilliman zajął pozycję na samym środku stołu.


Za jego plecami wyskoczyła starannie przygotowana pułapka!   Dwa trygony wykopały tunele pod nogami nieświadomych marines i wyskoczyły na powierzchnię, tworząc przejście dla hordy hormagauntów. Z niebios na skrzydłach zagłady zleciał hive tyrant w asyście dwudziestu gargyoli. Szczęki tyranidów zacisnęły się na gardle ultramarines. Po mojej turze na placu boju pozostał osamotniony Robert. No i moja ulubiona „cegła”…



Robert rozejrzał się dookoła. Był otoczony ze wszystkich stron! „Doskonale” – powiedział. „Mam ich tam gdzie chciałem! Teraz mogę atakować w każdym kierunku!”
Cegła wypluła swoją wkładkę – Młotkowych terminatorów z Kapelanem - i poleciała polować. Plansza gotowa, pionki wystawione. I zaczęły się dożynki. Robert Guilliman wskazywał kolejne cele a one po prostu umierały. Pierwszy padł drugi oddział genestelarów. Następny był Trygon. Młotkowcy zniszczyli tyranid warriorów. A „MISTRZU” zostawił sobie na deser Hive tyranta. Wciągnął go nosem nie brudząc sobie nawet pancerza. Rozejrzał się po polu bitwy. „AAAA mam cię! Widzę cię! Tam się chowasz” - krzykną spoglądając w kierunku ostatniego trygona na planszy. „Nie uciekaj, jedyne co się zmieni to to, że umrzesz zmęczony”
Kilkoma zgrabnymi ruchami pociął potężną kreaturę na drobne kawałeczki. Spojrzał jeszcze na pole bitwy…


Cegłówka poleciała dożynać pozostałych hormagantów a „MISTRZU” zwrócił uwagę na ostatni oddział gargulców… Hmmm – pomyślał - takich jeszcze nie zabijałem.


Tiiiaaa. Jakbym oglądał komiks LOBO ostatni czarnianin w krainie Tyranidów.

Kurde balans!

P.s. Note: The word Lobo speaks all the time (“Frag”) is usually translated in Polish as “kurde”, “kurde bele” or “kurde balans”, that would be words which meaning is close to “shit”.

3 komentarze:

  1. A głupiii... masz za swoje. Zachciało się w 40K pogrywać :P

    OdpowiedzUsuń
  2. Najważniejsze, że przynajmniej połowa graczy dobrze się bawiła! Ja zaś dam małą taktyczną podpowiedź: pomalowane figurki walczą lepiej.

    OdpowiedzUsuń
  3. Muszę przyznać, że figurki naprawdę ładnie pomalowane. Widać wszystkie szczegóły.

    OdpowiedzUsuń