niedziela, 28 maja 2017


Heyka!

Tak, tak. Wiem. Długo mnie nie było. Tak, tak. Wiem. Nieregularnie! Jak się pojawiam, to za dużo na raz. Później trzy miesiące nic... No cóż. Jest ochota - są posty. Nie ma ochoty - nie ma. Bloga prowadzę dla przyjemności i jeżeli nie ma "weny", to niestety nie będę się zmuszał. Mogę dać Wam tylko jedną radę: Ciesz się z tego co masz ;-)

Ale wydarzyła się okazja więc zapraszam na raport bitewny z mojej pierwszej rozgrywki w Team Yankee!





No nie powiem... Długo nam zeszło z Jubym żeby wreszcie się umówić i rozegrać tą PIERWSZĄ rozgrywkę. Ciągle wypadało coś jednemu albo drugiemu. Ja czekałem na dostawę z Battlefrontu ponad dwa miesiące (ale o tym może w osobnym wpisie). W międzyczasie pojawiło się kilka nowych pomysłów (w sumie, o tym też pewnie zrobię wpis). Powiem Wam, że ostudziło to moje zapędy do Team Yankee.
Ale co się odwlecze to nie uciecze. I wczoraj wieczorem (wreszcie!) udało się spotkać u Jubego na chacie. Dołączył do nas Majki. I zabraliśmy się ostro... Do wertowania podręcznika! Jak się w to gra?!? :-) No, nie było AŻ tak źle, ale sporo błędów narobiliśmy. Rozstawialiśmy stół. Niestety nie mamy jeszcze dedykowanych terenów do Team Yankee ale użyliśmy Boltowych i nie wyszło najgorzej jak na pierwszy raz.



W rozpisce Jubego znalazły się :
Tank Batalion HQ - 1xT-72
Tank Company Alfa - 5x T-72
Tank Company Bravo - 4x T-72
Shilka AA Platoon - 2x SHILKA
Hind Assault Helicopter Company - 2x HIND
Solidne 51 punktów Radzieckiego sprzętu bojowego.




Po mojej stronie Leopard 2 Panzerkompanie w składzie:
Panzerkompanie HQ - 1x Leopard 2
Leopard 2 Zug - 2x Leopard 2
Panzergrenadier Zug -3x MG3 team
                                    2x Milan Missile team
                                    3x Marder
Gepard Flakpanzer Batterie - 2x Gepard
Luchs Späch Trupp - 2x Luchs
Tornado Strike Flight - 2x Tornado




Misja? Rzucaliśmy... Naprawdę! Ale wypadła jedynka, czyli najprostsza misja z podręcznika - Free For All. Cele misji? Find enemy and destroy! A tak naprawdę to zdobądź objective w strefie przeciwnika zanim on zdobędzie w twojej. Objectivy oznaczyliśmy kostkami. Moje cele na biało. Cele Jubego na czarno.
I teraz czas na usprawiedliwienia. Graliśmy po raz pierwszy. Juby co prawda rozgrywał już jakieś potyczki z Hipolitem, ale widać niewiele go nauczyły. :-P
Bo błędy taktyczne jakie oboje popełniliśmy przy wystawieniu, a potem w czasie gry powodują, że jeżeli czyta to jakiś weteran Team Yankee, to będzie miał nas, za co najmniej upośledzonych...



Gepardy na pierwszej Lini w strefie odblokowanej przez spaearhead Lunchs-ów... Piechota do zabezpieczania objectiva w transporterach... Shilki na środku stołu bez osłony. No, jak tak teraz na to patrzę, to aż się włosy jeżą ze zdumienia. Na szczęście błędy popełnialiśmy w miarę po równo więc gra była wyrównana.




Ok wytłumaczę się z kilku błędów. Po pierwsze Gepardy. Juby jako pierwsze wystawił Hindy.(pierwszy błąd Jubego - bo jak sprawdziłem później, aircrafts mogą wystawić się poza stołem i wlecieć w pierwszej turze na stół) Ubzdurałem sobie w mojej głowie, że jeżeli wiem gdzie są to można spróbować zestrzelić je w pierwszej turze! (mój pierwszy błąd) A jako, że moje Lunchs dysponują zasadą spearhed i scout. Przy wystawieniu mogą poruszyć się poza strefę wystawiania i tworzą dodatkowy "bąbel" wokół siebie gdzie można wystawiać jednostki. To postanowiłem iść na całość i wystawiłem tam Gepardy. Nie wziąłem kilku rzeczy pod uwagę... Po pierwsze, jako że byłem atakującym, w pierwszej turze wszystkie moje jednostki traktowane są jako już poruszone. Co skutkowało mniejszą ilością kostek do strzału. Po drugie wystawiłem je na kontrę ze strony Jubego. Apropo wystawiania jednostek obrony przeciwlotniczej... Juby wystawił Shilki na środku stołu. (drugi błąd Jubego) Jakby miały pancerz 20 albo lepiej. Widziałem po minie, że był z siebie zadowolony. W końcu Shilki osłaniały wszystkie możliwe podejścia samolotom... które, ze względu na misję, nie miały prawa pojawić się w pierwszej turze! Za to idealnie nadawały się jako cele do ostrzału dla moich pozostałych jednostek.



Niemiecka piechota (mój drugi błąd) jest po prostu doskonała do obrony objectivów. Pod warunkiem że okopana siedzi pod osłoną lasu lub innego ciężkiego ternu. A nie siedzi wygodnie w transporterach jak na zdjęciu poniżej. Błąd którego nie udało mi się naprawić do końca bitwy... Jedyne co obojgu nam udało się wykonać w miarę poprawnie to ustawienie czołgów. Zarówno czołgi Jubego jak i moje były wystawione w miarę poprawnie.




Tura Pierwsza
Juby uświadomił mnie co do tego, że moje jednostki w pierwszej turze traktowane są jako poruszone. Więc nie zostało mi nic innego jak poruszyć je rzeczywiście, aby poprawić swoje pozycje. Gepardy otworzyły ogień do Hindów. Jednak, ze względu na zmniejszoną ilość strzałów za ruch, i to jak twarde są te skurczybyki, strąciłem tylko jednego. Luchse postanowiły zapolować na Shilki, ale jedyne co udało im się osiągnąć, to zdradzić swoją pozycję Sowieckim czołgistom. I dopiero salwa Leopardów 2 poskutkowała dwoma płonącymi wrakami jedynej obrony przeciwlotniczej Jubego. MAM CIĘ POMYŚLAŁEM!



Leopardy następnie sprytnie wykonały manewr Shoot and Scoot wycofując się ze wzgórza 4 cale do tyłu i chowając się przed ogniem T-72. W międzyczasie uświadomiłem sobie swoją pomyłkę na prawej flance. Popatrzyłem na rząd T-72 ukryty za polem zboża po drugiej strony drogi. Przecież moje transportery nie mogą im NIC zrobić. Trzeba się okopać i bronić! Tamten lasek na prawo wygląda zachęcająco. Spoko wystarczy przecież tam podjechać i wyładować piechotę. W następnej turze okopiemy się i po sprawie...
-Juby -spytałem- Jak się wysiada z transporterów? Możesz sprawdzić w książce?
-No można ich wyładować PRZED ruchem transportera....
Jak to przed? Przecież do lasku za daleko na pojedynczy ruch piechoty. No cóż ten manewr okopania nie będzie taki prosty jak mi się wydawało.
Popatrzyłem jeszcze raz na lokalizację lasku. No tak, JEST w mojej strefie wystawienia...
<face palm>



Juby kontratakował. Ocalały Hind oskrzydlił moje Leopardy 2. T-72 ruszyły do boju. Zaraz, zaraz? Co on kombinuje? Jedna kompania rozdzieliła się, okrążając wzniesienie z dwóch stron tylko po to żeby oddać jeden więcej strzał do Luchsa? Druga kompania rzuciła się w kierunku piechoty jakby nie było jutra. Ale przecież w ten sposób powoduje, że nie może skoncentrować sił w jednym miejscu i wykorzystać jedynej przewagi jaką mają jego T-72 nad moimi czołgami. Liczebności! Do tego nie ma osłony przeciwlotniczej! to będzie krótka bitwa pomyślałem...



A w międzyczasie Juby rozwalił jednego Geparda, zniszczył jednego Luchsa. I cholernie wystraszył załogę jednego z Leopardów 2 odpalając w jego stronę rakiety z Hinda. Na szczęście dla mnie niecelnie. Acha! Dowódca batalionu próbował przebić się przez mur wokoło "fabryki". Ale unieruchomił swój czołg ku mojemu zadowoleniu. Juby nie był za szczęśliwy.




Tura Druga
Juby nie ma osłony przeciwlotniczej. Jego czołgi, stoją sobie odsłonięte, na polu zboża...
TORNADO TIME! Wezwałem lotnictwo! Pierwszy rzut na 4+ wypadła piątka. Jest! Mamy go! To teraz nie będzie co zbierać! Pojawiły się dwa samoloty. W równym szyku wyrównały lot... i trafiły na huraganowy ogień z rosyjskich 12,7 mm karabinów przeciwlotniczych!!!


Jedno Tornado zostało strącone a drugie bardziej myślało o wyrwaniu się z pola ostrzału tych piekielnych karabinów niż o bombardowaniu. Dostało się tylko jednemu czołgowi a i tak jego załoga szybko ogarnęła, że bomba wybuchła obok i wróciła do boju... I tak legł mit o potężnych Tornado w mojej głowie.
W związku z porażką bombardowania, piechota wysiadła z Marderów i zajęła ten nieszczęsny lasek, w którym powinna siedzieć okopana już w poprzedniej turze!



Z drugiej strony, skoro Juby postanowił rozdzielić swoje siły i podsyłać T-72 w łatwych do przeżucia dla Leopardów 2 kawałeczkach, to nie będziemy go rozczarowywać. Przesunąłem swoje Leopardy 2 na lewo biorąc na cel trzy T-72 polujące na moje Gepardy. Pięć trafień. Ale wiodący T-72 był wyjątkowo uparty, i rzucając dwie szóstki pod rząd, uniknął zniszczenia. Gepard był już na straconej pozycji, więc postanowiłem go nie ruszać i wpakowałem pełną salwę w Hinda. Tym razem odporna maszyna nie wytrzymała i Hind runął na ziemię. No to lotnictwo mamy z głowy. Jeszcze tylko załoga Luchsa rozglądnęła się po polu bitwy. Na prawo T-72. Na lewo dwa T-72. NOPE. Spieprzamy stąd!



Po salwie Leopardów 2 Juby stwierdził, że trzy T-72 to jednak za mało, żeby angażować się w wymianę ogniową z niemieckimi czołgami i wszystkie siły skierował do ataku na moją piechotę i zajęcie punktu, który broniła. T-72 z company Alfa ruszyły ostro drogą osłaniając się budynkiem fabryki. Po drodze niszcząc pozostałego Geparda.



Company Brawo w między czasie szykowała się do szarży na Panzergrenadierów. Karabiny maszynowe wciąż skierowane były w niebo więc Juby otworzył ogień z dział głównych. Jakież było zdziwienie, gdy moja piechota, po raz pierwszy, spotkała się z zasadą BRUTAL dział T-72. Dwa oddziały MG3 poczuły jej skutki na własnej skórze. Od zwycięstwa Jubego dzieliła już tylko jedna tura. Jeden ostatni pusch!



Tura Trzecia
No i jeszcze trzy Leopardy 2. Juby przekonał się że czołgi Bundeswehry nie tylko świetnie strzelają ale są także cholernie mobilne. Przemieściłem Leopardy 2 na prawo i otworzyłem ogień. Company Bravo zostało zdmuchnięte z powierzchni ziemi. Ocalał tylko jeden czołg. W międzyczasie, Tornado wróciło na pole bitwy. Tym razem bardziej ostrożnie wybrało kierunek uderzenia i nawet zniszczyło jeden czołg z company Alfa. Mardery postanowiły sprawdzić jak twarde są T-72 od boku... Za twarde dla Marderów. Luchs wychylił się zza wzgórza. Poszli już? Nie ma ich? No to PO CHWAŁĘ PO ZWYCIĘSTWO! ATAK! Tylko tak po cichu. Może nas nie zauważą...



Zauważyli... Juby nawet cofnął jednego T-72 do obrony objectivu. Na nieszczęście Jubego samotny obrońca spudłował. A resztę czołgów Juby miał rozrzucone po polu bitwy jak gówno... no na polu.



Ocalały czołg z kompani Bravo jakby nie zauważył zniszczenia swoich sojuszników i kontynuował plan, usiłując zaszarżować na moją piechotę. Ale nie przebił się przez drzewa, i utknął na skraju lasu.
Jeden czołg z kompani Alfa wraz z dowódcą brygady zapolowali na Mardery. I to całkiem skutecznie. Bo przetrącili im kręgosłup moralny i cała jednostka czym prędzej wycofała się z bitwy. Jeden T-72, o zgrozo, próbował nawet strzelić do Leopardów!!! Ale solidny pancerz ochronił czołg Bundeswehry.



Tura Czwarta
I w sumie ostatnia... Zug Leopardów powrócił na pozycję wyjściową, z której rozpoczęli bitwę. Strzelając Leopardami, czujesz się, jakby wyposażone były w death raya. Wskazujesz cel a on wybucha. No właśnie. Jeden z czołgów otworzył Luchsowi drogę do zaęcia objectiva, drugi zakończył żywot dowódcy dywizji. Dowódca kompani Leopardów 2 wykończył ostatniego T-72 z kompani Bravo. Jeszcze tylko nalocik na ostatniego ocalałego i było po bitwie!



Nie znaleźliśmy zasady, że bitwa się kończy w momencie zniszczenia ostatniego przeciwnika. Nie twierdzę, że nie ma takiej zasady, a jedynie, że nie chciało nam się jej szukać. Więc dojechałem Luchsem do objectiwa i przypieczętowałem tym zwycięstwo.



A wrażenia po bitwie? Kurde podoba mi się ta gierka! Myślę, że jeszcze nie raz zagości na łamach mojego bloga. Mamy kupę rzeczy do przemyśleń i poprawek. Np. dopiero w trzeciej turze uświadomiliśmy sobie że powinniśmy rzucać na morale! Juby po bitwie, uważa Leopardy 2 za karę bożą zesłaną na Sovietów. Za jedenastą plagę egipską. Za niszczycieli światów. Nie biorąc pod uwagę, że w ciągu całej bitwy wystrzelił w ich kierunku tylko dwa razy. A strata każdego z tych wozów kosztowałaby mnie 1/3 firepowera całej mojej armii. Bo ani Luchsy ani mardery ani Gepardy nie mają szans na przebicie się przez pancerz T-72!

Ja z drugiej strony, mam nauczkę co do piechoty i jej roli na polu bitwy. Oraz co do skuteczności nalotów Tornado. Choć w gruncie rzeczy Tornada na koniec bitwy "zwróciły" się w punktach niszcząc dwa T-72.

Ok tyle w temacie Team Yankee, Liczę na Wasze komentarze. Szczególnie na Jubego! I do zobaczenia następnym razem.

Pozdro!


sobota, 4 marca 2017

Cierpienia niemłodego już Wertera

Heyka!

No! Czas najwyższy odpocząć trochę od Team Yankee. W ramach przerywnika, umówiłem się z Werterem na szybką rozgrywkę w Bolt Action.
Kilka postów temu zauważyłem, że ostatnio z Werterem graliśmy w 2015r. Wert wywołany do tablicy, zagoniony do kąta, postanowił się przełamać i w ramach przystosowywania się do nowych zasad Bolt Action, (edycja II) zaproponował rozgrywkę na 500 ptsów.
A i jeszcze mała anegdotka. Kilka dni po publikacji TEGO artykułu. Dzwoni do mnie Werter. I mówi „To skandal! Żądam usunięcia mojego wizerunku z inernetów!”. Kurde! O co może chodzić? - pomyślałem. Ale posłusznie mówię: OK już siadam do kompa i usuwam. Werter na to – „Spokojnie żartowałem tylko, a wkręcam cię, bo odezwał się do mnie współpracownik z zapytaniem czy to Ja jestem na tym zdjęciu”. Ha! –odpowiedziałem - Czyli znaleźliśmy jedną z tych dwóch osób, które czytają mojego bloga spoza Ekipy!  Pozdrawiam serdecznie załogę INTERIA.PL :-)


 Bolt Action? Dwa razy nie trzeba mi powtarzać! Ale zaraz, zaraz! Niedoświadczony przeciwnik… Rosjanie… 500 punktów… Tiaa. Ci co grają w Bolta, widzą już pierwszy problem. Otóż jedną z zasad specjalnych Rosjan jest to, że dostają darmowy oddział niedoświadczonej piechoty! Dostają taki sam oddział niezależnie od ilości punktów, na którą umówiłeś się z przeciwnikiem. Co jest trochę głupie moim zdaniem, bo w bitwie na 500 punktów taki oddział daje kolosalną przewagę, a ten sam oddział w bitwie na 2000 przejdzie niezauważony. Ale tak napisano zasady. Wiec postanowiłem zrezygnować z tego przywileju i za 12 niedoświadczonych poborowych zapłaciłem z własnej puli punkcików. Żeby utrzymać ich w ryzach zainwestowałem w First Lieutenanta. Do tego dwa oddziały LMG - po dwa karabiny maszynowe w każdym. Oraz MMG z gun shieldem. Wszystko, poza parszywą dwunastka niedoświadczonych konskryptów, w opcji Regular.


 Za to Werter, postanowił wykorzystać swoje zdolności armijne do maksimum. Więc wystawił aż dwa MMG. Do tego Second Lieutenanta (ci ludzie dowodzą się sami), dwa oddziały Heer grenadierów z jednym LMG, dwoma STG44 i jednym MP40 w każdym. Do tego mniejszy oddział grenadierów z dwoma STG44 i jednym MP40. Wszystko regularne wojsko. 


I nagle okazało się, że wcale nie mam przewagi liczebnej, której się spodziewałem. Na dodatek Werter ma więcej kostek ode mnie. I do tego jego ludzie są lepiej wyposażeni! No coś tu poszło zdecydowanie nie tak. Czyli jednak ta bitwa to nie będzie spacerek po parku. Zobaczymy co przyniesie scenariusz, który wylosujemy. Padło na „ENVELOPE” i ja będę obrońcą. Czyli przeciwnik ma przewagę liczebną, przewagę w kostkach, przewagę w wyposażeniu i PRZYGOTOWANIE ARTYLERYJSKIE?!? Muszę dobrze wykorzystać przewagę pozycji na stole, bo inaczej to będzie krótka gra.  


 Moim głównym zadaniem będzie powstrzymanie przedzierających się oddziałów niemieckich. Co będzie bardzo trudne, zważywszy na ilość posiadanych przeze mnie oddziałów i wielkość stołu. No cóż. Muszę wystawić się na środku, i po pierwszej turze, ruszyć ostro w kierunku, na który będzie nacierał Werter. Większy oddział piechoty będzie miał za zadanie zająć i utrzymać ruiny w pobliżu skrzyżowania. To dość kluczowa pozycja z dwóch powodów. Zapewni mi doskonałą osłonę dla moich oddziałów, ale również świetne pole ostrzału, jeżeli uda się wprowadzić dwa LMG na piętro. Mniejszy oddział piechoty musi zająć pozycje za murkiem, przy drodze przecinającej pole bitwy na pół. Jeżeli nie uda się zająć tych dwóch pozycji to o zwycięstwie mogę jedynie pomarzyć. Poborowych wystawię lekko z tyłu za lasem, żeby mogli wesprzeć w potrzebie najbardziej zagrożoną flankę. Podobnie MMG. Dowódca stacjonuje w lesie, czujnym okiem spoglądając w kierunku niedoświadczonych piechociarzy. Jestem chyba gotowy. 

 
Zaczęło się! Ostrzał artyleryjski spada na moje pozycje. Pierwszy rzut – jedynka - bez efektu. I dla odmiany szóstka pada w drugim rzucie. MMG zostaje trafione! Strzelec i ładowniczy padli na ziemię i uniknęli obrażeń jednak amunicyjny został złapany poza swoim okopem i ciężko ranny oddalił się na tyły. Mam nadzieje że wystarczy amunicji do odparcia Niemców ;-) Pozostałe oddziały obrywają po jednym, dwa pin markery. W sumie niezły rezultat… Dla Wertera. 


Tura pierwsza.
Ruszamy do boju. Ruszamy ale nie wszyscy… Konskrypci przygwożdżeni ogniem artyleryjskim odmówili współpracy w pierwszej turze. Co gorsza dowódca również nie ogarnął się po ostrzale. I to tyle jeżeli chodzi o szybkie zajęcie pozycji.

 Na szczęście na regularną piechotę rosyjską zawsze można liczyć. Oba oddziały wykonały dokładnie to czego od nich oczekiwałem. Obsługa MMG, pomimo szoku związanego z ostrzałem, zebrała się do ataku i zajęła bardzo dobrą pozycje na skrzyżowaniu za osłoną murka. 

 
W międzyczasie Niemcy również nie próżnowali. Dwa oddziały piechoty biegiem zajęły pozycje za wzniesieniem w środku pola. Niemieckie MMG również zajmowały pozycje. Jeden w centrum a drugi na mojej lewej flance.


Dowódca nadzorował postępy swoich ludzi. A na prawą flankę wysłany został drugi dziesięcioosobowy  odział grenadierów. 


Tura druga.
Niemcy zaczęli bardzo agresywnie. MMG, ze środka stołu, zajął bardzo ryzykowną pozycję na wprost mojego KMa. A grenadierzy z lewej flanki z pełną prędkością dopadli do żywopłotu. Prawa flanka równie szybko skróciła dystans do moich oddziałów i ukryła się za kamiennym murkiem. Jeżeli moja piechota nie ruszy się znowu, to będę miał straszne kłopoty!

 
 Na szczęście tym razem dowódca przekonał zarówno siebie jak i konskryptów, że trzeba się ruszyć. Za to obsługa mojego MMG zauważyła rozkładający się niemiecki MG42, zbyt blisko ich pozycji i stwierdziła, żebym sam sobie strzelał do Niemców, a oni posiedzą chwilę za murkiem. Zdrajcy! Komisarz musi naprostować ich po powrocie do koszar. Najlepszym lekarstwem na tchórzostwo jest 10 gram ołowiu aplikowane bezpośrednio do mózgu!

 
 Honor Sowieckiej armii musieli ratować zwykli piechociarze. I to w jakim stylu! Oddział w ruinie dojrzał lukę w żywopłocie i zająwszy pozycję na piętrze bezlitosnym ogniem zlikwidował gniazdo niemieckiego MMG. Od ostrzału zginęło dwóch Niemców, trzeci stwierdził, że sam siedzieć nie będzie i pierwsza krew była moja. Wyrównałem ilość kości rozkazów w puli. Drugi oddział piechoty ostrzelał mniejszy z oddziałów grenadierów. I poszło im równie skutecznie. Jednak tym razem ostatni ocalały członek oddziału postanowił pomścić swoich towarzyszy i pozostał na placu boju.
 
Tura trzecia.
Prawa flanka rozpoczęła turę trzecią. Rozochoceni Rosjanie, podbudowani zniszczeniem niemieckiego MMG w poprzedniej turze, skierowali swoją uwagę na Grenadierów czających się po drugiej stronie drogi. LMG przemieściły się do drugiego okna na piętrze i otworzyły ogień. Niemcy, widząc jak skuteczny potrafi być ostrzał z sowieckich DP, padli płasko na ziemię. 


Cała akcja rozegrała się na lewej flance.  Inicjatywa była całkowicie po stronie Niemców. Gdy tylko pojawiła się szara kostka. Werter aktywował porucznika, który zaczął wydawać rozkazy. Najpierw oddział grenadierów pokonał żywopłot, dopadł do murku i otworzył ogień do mojej piechoty. Wydałem rozkaz: NA ZIEMIĘ! I tylko dzięki temu moi chłopcy pozostali tam gdzie byli. Siła ognia była przytłaczająca. Jednak dzięki dobrej pozycji uniknąłem większych strat. Następnie mojemu biednemu oddziałowi poprawił MG42. Jego ostrzał również był nieskuteczny. Gdy MMG skończył strzelać, dowódca zajął pozycję za żywopłotem. Samotny wojownik również wziął udział w akcji i dołożył swojego pina do pokaźnej już puli. 


Mój MMG milczał nadal. Komisarz musi naprawdę POWAŻNIE porozmawiać z obsługą! Poborowi wybiegli zza stodoły i zajęli pozycję za wzgórzem. Dowódca popędzał ich swoim megafonem, wykrzykując patriotyczne hasła.


Tura czwarta.
Sytuacja była napięta. Wszyscy czekali jaka kostka pojawi się jako pierwsza. To miał być rozstrzygający o losach potyczki moment. Niestety dla mnie, kostka była szara...
Oddział grenadierów przeskoczył płot i skrócił dystans do moich dzielnych piechurów. Tym razem nic nie mogło ich ocalić. Jeden po drugim padali pod huraganowym ogniem Niemców. Na szczęście, wizja komisarza czekającego na tyłach, zmusiła ocalałych żołnierzy do pozostania na placu boju. MG 42 nie miał nikogo w linii ognia więc przemieścił się dalej w kierunku moich strefy rozstawienia. Samotny wojownik bez strachu, po raz kolejny skrócił dystans i bezlitośnie strzelał ze swojego STG44. I nawet ostrzał mojego MMG, który nagle się obudził, nie potrafił go zatrzymać.
Na pomoc pospieszyli poborowi. Dzielnie wbiegli pomiędzy walczących, zasłaniając bardziej wartościowych żołnierzy własnym ciałem, otworzyli ogień. Z przystawienia ciężko było nie trafić. I kilku Niemców padło martwych. Swoje trzy grosze... a właściwie trzy trupy, dorzucił  mój dowódca. 


Na prawej flance, Niemcy także zdobyli inicjatywę. Poprawili swoją pozycję i rozpoczęli morderczą wymianę ognia z moimi ludźmi. Jednak żadna ze stron nie mogła zdobyć znaczącej przewagi. Prawa flanka zanotowała PAT. Losy bitwy rozstrzygną się z lewej strony.  



Tura piąta.
Przejąłem inicjatywę. Po raz kolejny ostrzelałem poborowymi  grenadierów. Jednak to nie wystarczyło, żeby ich zniszczyć. Ocalała dwójka ruszyła w kierunku moich linii. Odsłaniając piękny widok dla MG42. Dwunastu niedoświadczonych żołnierzy na otwartym polu.


Nie wiem jakim cudem ale od ostrzału zginął tylko jeden żołnierz. Co rozwścieczyło pozostałych, bo po teście na zasadzie Green awansowali do rangi regular! Nie na wiele im to pomogło, gdyż ilość pinów jakie zebrali podczas tej tury, skutecznie przycisnął ich ogniem do ziemi. Ostatnia nadzieja w dowódcy. Jeżeli z jego pomocą uda się poderwać żołnierzy do ostatniego wysiłku miałem jeszcze szansę...


Tura szósta.
I znów inicjatywa po stronie Niemców. Gdybym to ja, w tym momencie, wyciągnął czerwoną kostkę, mogło by być po wszystkim. A tak musiałem patrzyć jak Werter wygrywa partię. Pozostałości oddziału grenadierów przemieściły się do mojej strefy rozstawienia. Po drodze zabijając moją ostatnią deskę ratunku. Rosyjski Comander pożegnał się z życiem. Niemiecki dowódca i samotny wojownik bezlitośnie pinowali moje oddziały. I właściwie nic więcej nie mogłem już zrobić.


Wert wygrał na punkty, jednak różnica pomiędzy wynikami była mniejsza niż dwa oczka, czyli według zasad misji osiągnęliśmy remis.
To był świetny wieczór. Cieszę się, że udało się wreszcie wyciągnąć Werta do grania. I mam nadzieję, że w najbliższym czasie skończy swoje tereny do Frostgrave-a i będziemy mogli zagrać u niego. I oczywiście wrzucić raporcik na bloga. Prawda Werciu?
A! I tym razem nie zapomnę już aparatu, bo te zdjęcia z komórki pozostawiają jednak wiele do życzenia...
Tyle na dzisiaj. Zapraszam do komentowania. Następny wpis poświęcę przygotowaniom do bitwy z Majkim. EPIC 40K wraca po raz kolejny!

Pozdrawiam.  

wtorek, 28 lutego 2017

Team Yankee - Gathering Forces III

Heyka!

Dzisiaj króciutko, ale treściwie. Jako, że Battlefront był na tyle miły i do podstawki dorzucił mi wzornik artyleryjski. Niegrzecznie by było z mojej strony, nie zakupić modeli, które mogłyby z tego wzornika korzystać. Prawda?


Pobieżyłem więc do mojego dilera... miałem na myśli - do mojego lokalnego sklepu z grami bitewnymi. Celem zakupu - M109G Panzerartillerie Batterie.


No cóż. Metal i plastik. Znów się spotykamy. A tak bardzo cię nie znoszę! Do tej pory śnią mi się po nocach pourywane błotniki od żywicznych czołgów Battlefrontu, do Flames of War. Połamane, zbyt cienkie elementy - praktycznie niemożliwe do naprawy. Ech... Do tego, żywo mam w pamięci bezskrzydłego Harriera Hipolita... 


Może jednak ich nie kupię? Może gdzieś tam jest alternatywa? No już, już. Przestań się oszukiwać. Musisz je mieć, a nie znalazłeś żadnej alternatywy. Są co prawda amerykańskie - US 155mm M-109A2 Howitzer - Zvezdy. Ale to nie to samo. Raz, że to inna wersja tego pojazdu (wersja RFN ma krótszą, inaczej zbudowaną lufę) a dwa, że amerykańskie pojazdy Zvezdy nie mają najlepszej opinii.


No cóż. Kupuję! Otwieram. I wiecie co? Nie jest najgorzej. Nie jest nawet w połowie tak dobrze, jak przy montażu Leopardów. Ale i tak jest nieźle. Prawie wszystkie elementy pasują do siebie. Nie ma aż tak dużych nadlewek...


Kogo ja oszukuję? Za taką cenę? Za trzy, w sumie niewielkie modele? Kicha! Lipa! Lichwa i potwarz! Do tego, żeby ustawić lufy w jako takiej elewacji, musiałem użyć green stuff-u. Wszystkie elementy wymagały ode mnie uwagi - oczyszczenia z nadlewek. Gąsienice były krzywe, musiałem je prostować przed przyklejeniem. Jedna wieża wymagała szlifowania od spodu. A nad metalowymi MG nawet nie chciało mi się siedzieć, po prostu wziąłem plastiki, które zostały mi z Leopardów. Spędziłem, nad tymi trzema modelami, więcej czasu niż nad całym zestawem startowym. A tam było pięć czołgów i dwa śmigłowce.   


A efekt końcowy? No cóż na zdjęciach wyglądają w sumie dobrze. I tego się będę trzymał. Na szczęście nie ma żadnych cienkich elementów z żywicy, które mogłyby się oderwać. I na pewno na stole będą prezentować się wyśmienicie. Ciekawe, czy Battlefront planuje sprzedaż tłumików wystrzału do tych zabawek ;-) he he he...


A właśnie przed chwilą dostałem maila od Michora z takim oto zdjęciem: 


No cóż. Game is ON! Trzeba pomyśleć nad USSR, żeby stawić mu czoła.

Pozdrawiam.

P.S. Magnesy  5x1mm  Idealnie pasują do Leopardów 2 z zestawu startowego.