czwartek, 15 czerwca 2017



Heyka!


Jak pewno wiecie, (jak nie wiecie to zerknijcie tutaj) szykujemy się z chłopakami, na konflikt w 1939r. Deadline wyznaczony jest na wrzesień. Więc najwyższa pora ogłosić Powszechną Mobilizację jednostek. I zrealizować plan „W”!



Poszukajmy na początek świętego Grala – pudełka z polską piechotą. Warlord już go nie sprzedaje, ale może jeszcze leży gdzieś w Polsce, jakieś zapomniane pudełko. Może nawet przecenione? W pierwszej kolejności przeszukałem lokalny (Polski) rynek sklepów internetowych I po krótkiej chwili miałem już odpowiedź. Online-owy sklep Warchimera twierdzi, że ma na stanie jeszcze mały zapas tych pudełek. Zobaczymy… 
 Dlaczego to pudełko? Otóż ma ono kilka modeli niedostępnych w inny sposób, między innymi fotografa, medyka i Porucznika. Poza tym za około 140zł dostajemy 24 modeli a nie 20, bo tyle dostalibyśmy kupując, w podobnej cenie, dwie sekcje piechoty polskiej. Innego porucznika można dostać kupując zestaw HQ ale płacić 40zł za pojedynczy model to trochę drogo. Tak wiem, dostaje się jeszcze kaprala i psa z obstawą. Pytanie tylko po co? Zamawiam i czekam. Mniej więcej tydzień zeszło im na ogarnięciu, że danych pudełek nie ma już w ofercie Warlorda, a i na magazynie się skończyły. Zamiast pudełka dostałem MAILA. Nie żebym się tego nie spodziewał, ale mimo wszystko miałem gdzieś tam nadzieję, że się uda…

 
Nic to. Idziemy na ugodę i bierzemy dwie sekcje polskiej piechoty z aktualnej oferty Warlorda. Niby gdzieś tam z tyłu głowy siedzi mi zamówienie bezpośrednie, ale przelałem już pieniądze. Poza tym wychodzi trochę taniej, ze względu na różnicę w cenie. BIERZEMY!


No nic, szukamy dalej. Opcji na szczęście jest dużo. Allegro kusi szybkością dostawy. Warlord kusi darmową wysyłką powyżej 50 funtów. A co właściwie mają do zaoferowania nasze polskie sklepy? No właśnie nic. Niestety. Nie kuszą ani ceną, ani szybkością dostawy. Jedyny plusik jest taki, że nie znając mowy Szekspira można swobodnie złożyć zamówienie. Ale to niestety bardzo mało! Dla mnie niewystarczająco.


 Uzależnienie ciśnie wewnętrznie, nie daje spokoju, więc część rzeczy zamawiam z Allegro. Aby uspokoić rozkołatane nerwy i żeby osłodzić sobie oczekiwanie na pozostałe dostawy. Konkretnie to, co widzieliście na zdjęciach w poprzednim poście.


 W międzyczasie na Allegro pokazuje się ciekawa oferta. Zestaw Polaków, który po zdjęciach identyfikuję jako zawartość pudełka Polskiej Piechoty. Znalazłem Gralla! Niestety. Oprócz tego zestawu w ofercie jest jeszcze 10 kawalerzystów. I dwa podręczniki. Z czego jeden nadaje się jedynie na półkę – bo to stare, nieaktualne zasady.


Cenowo wychodzi nieźle, gdyż kupując nowe modele w tej samej ilości zapłaciłbym podobnie a książki wychodzą gratis. Jednak to dość duży wydatek jednorazowy. No i zamówienie z Warlorda będzie musiało poczekać. Ech i ta kawaleria… BIORĘ! I tak miałem w późniejszym terminie dokupić jeszcze więcej kawalerii więc czemu nie wcześniej?


Zostały dwa ostatnie akty dramatu zakupowego. Czołgi i artyleria. Rozesłałem wici i okazało się że uzbierałem zamówień nie na jedno a na dwa pudełka z Warlorda. A czemu na dwa, a nie zamówić wszystkiego razem? Ano dla tego, że obowiązująca aktualnie promocja mówi, że do każdego zamówienia powyżej 50 funtów dostajemy gratisowy model. Więc jeżeli Warlord chce płacić za dwie wysyłki zamiast dorzucać model gratisowy do każdych 50 funtów z zamówienia, to niech tak będzie. 7TP i Tankietka są już w drodze. Zostaje już tylko artyleria, ale tą przyjemność zostawiam sobie na sam koniec. Zważywszy na to, że i tak bardzo mocno uszczupliłem swój budżet hobbystyczny na najbliższe kilka miesięcy.


Dzisiaj dostałem przesyłkę z Warchimery. I mamy ZONKA. I to przez duże Z. Bo w zestawie w którym powinno być 9 strzelców i jeden BAR, mam 8 strzelców i dwa BARY. I to podwójnie! Czyli zamiast 18 strzelców mam tylko 16 za to BAR-ów mamy spory naddatek bo aż 4. Reklamować? Z drugiej strony mam teraz bardziej grywalną rozpiskę bo BAR jest atrakcyjną opcją oddziału ale jest niehistorycznie… Ok sprawdziłem. Nie ma co reklamować tylko cieszyć się że nie dostałem SAMYCH BAR-ów gdyż:
This pack contains a random assortment of 10 metal figures, supplied unpainted
Właśnie. Kluczowe słowo random. Ech a takie fajne mieli pudło kiedyś. No nic. Przestroga dla innych , którzy planują zakup Polaków do Bolt Action. Piechotę kupujecie w ciemno! Ja na szczęście kupiłem sporą dawkę strzelców na Allegro.


Teraz trzeba to wszystko, przygotować do grania! Kurde gdzie ja znajdę tyle czasu wolnego. A o malowaniu nawet nie wspominam. A tu jeszcze WH40K na horyzoncie! Doba zdecydowanie powinna mieć 29 godzin… Tyle w temacie 1939. Do zobaczenia za jakieś 14 dni gdy dotrą paczuszki z Warlorda. Rozpakuję i wrzucę zdjęcia.

Pozdro!



wtorek, 13 czerwca 2017

Skok na kasę czy nowe otwarcie?


Heyka!

WH40K. Nowa edycja na horyzoncie. A na naszym forum… Piszę „na forum”, ale po prostu wymieniamy się mailami w większej grupie – nie wiem czemu, ale jakoś tak się to u nas przyjęło i tak już zostało. Próbowaliśmy forum – nie wyszło. Grupa na Fejsie też nie wchodzi w grę, bo mamy osoby uczulone na Facebooka, nie posiadające nawet konta. Więc nie jest mi obce doświadczenie, gdy rano odbieram maila, i mam 30 nieprzeczytanych wiadomości, bo wywiązała się w nocy jakaś dyskusja. Ale ja w sumie nie o tym. Na forum pojawił się wątek o nowej edycji WH40K. To chyba będzie 8 edycja. Ja zaczynałem od późnej drugiej. Kurde bele...
 WH40K. Wielki nieobecny w naszym Hobby. Dlaczego wielki? Ano dlatego, że mam do WH40K ze cztery, w porywach do sześciu kompletnych armii. Sporo. A dlaczego nieobecny? Ano dlatego, że ostatnią rozgrywkę jaką grałem można zobaczyć tu na tym blogu. Pod tym właśnie adresem. 

 
7 listopad 2015. Prawie dwa lata... Co mnie odrzuciło, od tego uwielbianego przeze mnie systemu? Po pierwsze chaos. I to nie ten Chaos z mackami, ten mi się podoba, tylko chaos wydawniczy prezentowany przez GW. Coraz to nowe zasady, którym żeby za nimi nadążyć, trzeba było poświęcić minimum parę godzin tygodniowo!  I nie mówię tu o samym graniu, tylko o śledzeniu tego, co nowego wyszło i czym ludzie grają. Nowe dodatki wyskakiwały niczym Filip z konopi. Jakieś formacje, nowe karty, nowe Codexy. SZALEŃSTWO! W pewnym momencie nastąpiło przeładowanie i powiedziałem DOŚĆ! I dobrze się stało, bo jak zobaczyłem pół roku później, czym się gra na stołach, to włosy stanęły mi dęba. Imperial Knights, Eldarscy Wright Knight, Tau z Battlesiutami wielkości budynków! Jak zaczynałem to hobby, wystarczyły dwa oddziały Space Marines i Drednought. W porywach jakiś czołg, ewentualnie Land Speeder. A teraz? Zwykła bitwa bardziej przypomina Apokalipsę, niż właściwe rozgrywki Apokalipsy, z czasu gdy ów dodatek pojawił się do WH40K. Koszt wejścia w taką zabawę obecnie jest astronomiczny. Wyobrażam sobie młodego człowieka, który przychodzi do rodzica i mówi:

-Tato potrzebuję jakieś 3000 na grę bitewną.
-ILE?!?!? 3000?!?!?!
-No, na start powinno wystarczyć, ale nie wiadomo co wyjdzie za miesiąc…


Kolejna sprawa. Totalny brak balansu jednostek. Sposób na zwycięstwo? Kupić najnowszy Codex i ostatnio wydane modele. Sukces w 80% mamy zapewniony. Nie tego szukam w grach bitewnych, i chyba nie tędy droga. 

Pierwsze informacje co do nowej edycji, przyjąłem więc z dużą rezerwą. Skromnie powiedziane. Po prostu je olałem. Dopiero ostatnio zaczęło do mnie docierać, co prezentować ma sobą ósma edycja. Wert podesłał filmik od Tabletop Minions



A więc rewolucja a nie ewolucja. WRESZCIE! Stare Codexy można wyrzucić do kosza. Niech żyją INDEXY!


I wiecie co?
Jestem zaciekawiony. Hard reset w grze, która nie działała(!) to MOŻE BYĆ DOBRY POMYSŁ. Starych wyleniałych malkontentów jak Werter i Misiek nie przekona - ale oni i tak nie grają w 40K, czy to siódma, ósma czy druga edycja. I trochę mi żal hard core-owych fanów, bo im będzie naprawdę trudno. Spodziewam się kilku filmików, w których płoną armie warte kilka tysięcy złotych.


(oglądać od 9 minuty!!!)
Ale na szczęście my się nie zaliczamy do hard core-owych fanów. Co do modeli... Ok! Nie podobają mi się, podobnie jak nie podobają mi się nowe kreskówki na Cartoon Network. Ale NOWE POKOLENIE je lubi. A to oni w najbliższym czasie będą kupować produkty GW a nie my. Ta zagrywka - hard reset, uproszczenie zasad, zmiana „rozmiaru” Space Marines, może przyciągnąć NOWYCH GRACZY. A to jest dobre dla branży. Jest klientela pojawiają się nowe firmy, którym opłaca się wydawać nowe rzeczy. Czy to nowe systemy czy inne dodatki.

Ogólnie to - startera nowego raczej na pewno nie kupię (chyba że z kimś na spółkę) Za to zasady chętnie przeczytam i na pewno zmuszę Jubego, żeby odkurzył modele i może nawet zagramy coś. A nie wykluczone, że NOWY GRACZ(!) w 40K- Lobo też chętnie coś ze mną rozegra według nowych zasad. 

Pozdro!

Ps. I dalsza część dyskusji na temat:

Lobo - Ja np jestem targetem takich zmian z nowej edycji. Uproszczenie wielu rzeczy mi w niczym nie przeszkadza a wręcz zachęca mnie to zabrania się w końcu za 40stkę, także tak - planuję grać. Modele mi się akurat całkiem podobają (chaos mniej ale marines wg mnie są super).

Majki - Po filmiku tego chłopa, do którego link przesłał Wert jestem bardzo zaciekawiony

Michor - Skoro upraszczamy zasady to ja też się skuszę na jakąś grę. 
Zwłaszcza że można to bez inwestycji.

Hipol - chyba lepiej dla wszystkich, jestem ciekaw zasad to tutaj jest ten caly system jak będą atrakcyjne to pewnie będzie się grało 

Wert - To że mi się modele nie podobają to raczej standard. Co do polityki GW uważam że jest dobra. Odświeżenie i uproszczenie zasad może nieco "odmłodzić" tytułu jak zrobiono z AoS.

Tagar - aos było chyba takim testerem - na ile mogą sobie pozwolic (na zniszczenie swiata gracze zareagowali zle -> w 40k duzo zmieniamy ale swiata nie niszczymy; pierwsze zasady były złe, ale 2gie spoko -> w 40k dajemy kopie tych 2gich, itd)

Wert - No właśnie Tagar. Ergo, GW mogło znaleźć receptę skoro wy jako stare czterdziestki chcecie odkurzać modele + nowi gracze (Lobo) rozważają zagranie w system. Wstępnie widać że działa 

D.


PPs. Tak dobrej prasy to GW już dawno u nas nie zebrało. Jestem w szoku! 
D.

wtorek, 6 czerwca 2017

Heyka!

Dziś coś z zupełnie innej parafii. RPG WARNING! Jakiś czas temu, moja żona zaczęła oglądać nowy (dla niej) serial. "Pamiętniki Wampirów". Chcąc nie chcąc, kątem oka i ucha, złapałem co nieco z fabuły. I pomyślałem. Kurde, może by tak rzucić głupią myśl między wrony? I rzuciłem na grupowym forum - a może by tak zagrać w starego, poczciwego Vampira Maskaradę?



Tia. Jak już moglibyście się domyślić, skoro czytacie te słowa, reakcja była niespodziewanie pozytywna. Wycieczka do piwniczki gdzie w archiwum, na dnie, znalazłem dwie niepozorne książeczki. Tak właśnie te:


Najstarsi członkowie naszej grupy powinni (pomimo starczej demencji) jeszcze pamiętać. Tak to właśnie przy tych książeczkach, oprawionych przez mamę Jubego, spędzaliśmy niezliczone wieczory, siódmej i ósmej klasy podstawówki! Boże, z tego co pamiętam, to nawet mieliśmy czaszkę ze świecą! I Ziemniaka, który zawsze wylewał herbatę na podłogę. Ech to były czasy.


Jako, że lubię od czasu do czasu skrobnąć fabularne wprowadzenie dla graczy, to równie dobrze mogę wrzucić go na bloga. Nie zgubi się. A może ktoś przeczyta i mu się (nie daj Boże) spodoba!
Więc bez dalszych wprowadzeń - oto ono: (Jak Vampir to czcionka musi być czerwona jak krew) ;-)

Południe Stanów Zjednoczonych. Luisiana, okolice Lafayette. Present day.
Dla każdego z Was to wszystko zaczęło się bardzo różnie, ale jakże podobnie. Wszyscy jesteście inni, ale macie jeden wspólny mianownik – Layla…


Layla, you’ve got me on my knees.

Layla, I’m begging, darling please.
Layla, darling won’t you ease my worried mind.



Layla - kobieta, o której marzy każdy mężczyzna… dopóki jej nie zdobędzie. Piękna, zabawna, seksowna, drapieżna, groźna i pociągająca zarazem. Była niczym iskra, która rozpaliła Wasze życie. Niczym zapalnik, który pozwolił Wam eksplodować! Jednak tam gdzie jest ogień, wkrótce pozostają tylko popioły. Gdzie jest eksplozja pozostają zgliszcza…
I tak Wasze życia legły w gruzach. A wszystko przez tą małą kobietkę… Laila. To imię wymawiacie z nienawiścią a zarazem ogromną tęsknotą. To ona zmieniła Wasze życia.



Co ciekawe, nie możecie sobie do końca przypomnieć jak to wszystko się zaczęło. Początek ginie w mgle zapomnienia. Spotkałeś ją w klubie? Czy na imprezie? A może to był jakiś bankiet? Przedstawił ją znajomy? Nie pamiętasz.
W każdym razie, zauważyła cię. Wpadłeś jej w oko. A już po chwili, wdarła się do twojego życia niczym taran. Kokietowała, uwodziła, kusiła. Dała rozkosz o jakiej nie miałeś pojęcia.
Była zaborcza. Na początek zabrała twoją dziewczynę, a może żonę? Nie pamiętasz… Była zazdrość a potem odeszła, a ty nie kiwnąłeś nawet palcem.
Następna była praca. Zaczęły się spóźnienia, nieobecności. Szef chciał dać Ci drugą szansę, ale liczyła się tylko Ona!
Potem odebrała Ci twoją wolę. Byłeś na każde jej skinienie, robiłeś wszystko czego zapragnęła.
A na koniec odebrała Ci twoje życie.

 

Nie, to nie tak, że zmusiła cię do tego. Ty sam tego pragnąłeś. Najbardziej na całym świecie. Nigdy w życiu nie pragnąłeś niczego tak bardzo.
A zaczęło się od małej czerwonej tabletki. Miałeś już doświadczenia z narkotykami. Czy to rekreacyjnie czy dla zabawy. Ale ta tabletka biła wszystko na głowę! To Ona dała ci ją po raz pierwszy. Hera? Koka? Meta? To zwykły cukier puder, przy tej czerwonej tabletce. Wtedy nie przypuszczałeś, że za tą tabletką kryje się straszna tajemnica. Mroczny świat, o którym nie miałeś dotąd pojęcia.
Po pewnym czasie zamiast tabletki dostałeś krwistoczerwony gęsty płyn przypominający krew. I on był jeszcze lepszy. A później dowiedziałeś się że wcale nie przypomina krwi, tylko jest krwią. Krwią Layli…
Layla była wampirem. Tak nie przesłyszałeś się. Nie jakimś tam psychicznym wampirem, o których pieprzą psycholodzy. Tylko Wampirem. Jak Pierdolony Nosferatu! Ale wtedy było ci już wszystko jedno. Potem Ona zapytała czy będziesz jej, na wieki. Bez wahania powiedziałeś TAK!
Tej nocy umarłeś. A zarazem narodziłeś się na nowo. Twojej przemianie towarzyszył krzyk. Krzyczałeś tylko imię. Jej imię…
LAYLIA!
Pragnąłeś tylko jej. Na wieki!



Następnego dnia odeszła. Zostawiła Cię. Porzuciła. Rytuał dobiegł końca. Posiadła twoją duszę. I znudziła się. Odeszła, zniknęła. Ogarnięta żądzą nowych podbojów, nowych poszukiwań.
Ale nie zostałeś całkiem sam…
Nazajutrz poznałeś jego. Takiego samego jak ty. Dzień wcześniej dostał wiadomość, aby zjawić się u ciebie. I oto był. Na każde Jej życzenie. Mimo tylu lat. Na każde jej skinienie...
Wytłumaczył ci kim się stałeś. Jak to wszystko działa.
Aby żyć potrzebujesz krwi.  To twój pokarm, to twój napój, to twoja rozkosz. Niedoskonały substytut Layli, ale jedyny jakiego potrzebujesz.
Słońce jest dla Ciebie zabójcze.
Istnieje świat wampirów, ale my jesteśmy Pariasami. Nie mieszamy się w sprawy wielkich rodów – to zbyt niebezpieczne.
Ukrywamy się w mroku i trzymamy nisko głowę. W ten sposób nie zwracamy niczyjej uwagi.
Ale potrzebujemy pieniędzy. A ciężko o dobrze płatną pracę tylko w nocnych godzinach. Ale Layla dba o swoje dzieci. Co miesiąc będziesz dostawał paczkę z narkotykami do sprzedania. Różne prochy ale miedzy nimi będzie jedna mała czerwona tabletka. Dla wybranych…
Wszyscy jesteście zamieszani w handel jej dragami. Na różną skalę, różnymi, kanałami. Różna klientela. Ale Wasze prochy pochodzą z jednego źródła.

To było kiedyś.

A teraz?  Teraz dostałeś WIADOMOŚĆ!

Pobawimy się?


Laylia…



piątek, 2 czerwca 2017

Bolt Action 1939

Heyka!


Mam na imię Dawid i jestem uzależniony…
Uzależniony od kupowania figurek. Właśnie! A od jakiegoś już czasu nie kupiłem sobie nic nowego. WH40K umarło w naszym towarzystwie, Team Yankee – trzeba czekać trzy miesiące na dostawę (o czym w następnym wpisie…) Do Bolta mam już nadmiar modeli, które niesklejone, leżą nieruszane, czekając na swoją kolej i jakąś iskrę, która mogłaby pobudzić mnie do działania.
A na horyzoncie cisza…


Więc gdy podsłuchałem rozmowę, między Miśkiem a Werterem, którzy postanowili otworzyć nowe fronty wczesnej wojny, poczułem się jak narkoman w piosence Karoliny Czarneckiej.
„Hera Koka Hasz LSD”

Co ciekawe, pomysł armii z wczesnej wojny nie był mi już obcy. Jakiś czas temu, podczas zakupów późno wojennych grenadierów, postanowiłem sobie, złożyć wczesno-wojenny Wermacht. I nawet zakupiłem już kilka modeli. Ale pomysł z braku paliwa wygasł po jakimś czasie i powędrował do piwniczki… Dopóki Werter z Miśkiem nie dolali benzyny do ognia!



Zanim jeszcze przedyskutowałem z nimi całą sprawę, wyciągnąłem moich Niemców z pudełka, aby zrobić przegląd tego co już posiadam. Nie było tego za wiele, Jeden oddział z Mauserami, dowództwo z MP40, jakiś motor, kilku luźnych pionierów i cztery wypraski z resztkami… Może z 6-7 modeli z tego będzie dało się poskładać. Cholerka! Będę musiał dokupić trochę towarzystwa. Włączyłem kompa, zacząłem sprawdzać dostępne opcje. W lokalnym sklepie modelarskim, od ręki mogę kupić zestaw Italeri z dwunastoma grenadierami. Hmm… ale dwunastu to będzie jeszcze mało. Zważywszy, że chciałem pobawić się, i MG34 zrobić sobie samemu, z plastiku, a nie kupować metalowych.



Właśnie! Przecież kupowałem już plastikowe rurki pod trójnogi do tych KMów. Gdzie one są? Zacząłem grzebać głębiej. I znalazłem nieotwarte pudełko blitzkrieg grenadierów z Warlorda – tak, trzydzieści dodatkowych modeli powinno wystarczyć…


Pobawiłem się trochę modelarsko...


Ale później zaczęliśmy rozmowy o tym kto, kim i z kim. Wert zaplanował sobie Rosjan. A Misiek ujawnił się, że ma już modele Niemców, ale zapatruje się jeszcze na Japonię. A razem planowali odwzorować starcia Japońsko Rosyjskie z 1938r. Zonk! Z Miśkiem wybraliśmy tą samą armię – Niemiecką. I jeżeli z Werterem można swobodnie pograć, odtwarzając oddziały z 1940r tak z Miśkiem, nawet jeżeli dokupiłby Japończyków to nie ma mowy o odwzorowaniu historycznym. Zaraz, zaraz, jeden Ma Niemców a drugi Rosjan… Początek wojny… Jaka armia walczyła z tymi dwoma krajami w początkowych latach Drugiej Wojny Światowej?


No właśnie. Olśniło mnie! POLACY!!! Żar uzależnienia został rozpalony. Teraz trzeba kupować, zanim dotrze do mnie, że to bez sensu! :-) No i wczoraj dostałem pierwszą paczuszkę z modelami.


Trochę obawiałem się tego, że cała armia będzie metalowa. Jestem wielkim zwolennikiem plastików. I wizja 30+ metalowych modeli do obrabiania z nadlewek trochę mnie przerażała. Ale po otwarciu pierwszej przesyłki odetchnąłem z ulgą. Nie ma tragedii. Oczywiście nadlewki są, ale na rozsądnym poziomie. Nie zdarzyło się także, póki co, przesunięcie formy. Więc jestem zadowolony.


Najbardziej podobają mi się jednak kawalerzyści. I zaczynam poważnie rozważać opcję całej armii kawaleryjskiej wspieranej przez czołg i tankietkę. Schemat organizacyjny takiej armii opisany jest w dodatku „Germany Strikes”. A kawaleria sprawia, że Polacy wyróżniają się czymś szczególnym na tle innych nacji. Odział polskiej piechoty, to zwykli szeregowi z karabinami, nawet bez możliwości wykupienia LMG. A kawaleria to coś specjalnego! Wyjątkowego. I wygląda obłędnie!


I właśnie z kawalerią mam pewien dylemat. Może Wy mi możecie pomóc z decyzją. Lancą ich czy nie lancą? Dylemat wygląda następująco – modele z szablami, wizualnie podobają mi się dużo bardziej. Ale do celów „power-gamingu” prawdopodobnie będę chciał wystawiać kawalerię z lancami. Czyli, na szali z jednej strony mamy WYSIWYG, a z drugiej moje personalne preferencje estetyczne. Jak myślicie? Sklejać ich z lancami czy bez? Proszę zostawcie komentarz z Waszym zdaniem!

VS 



Pozdrawiam.
  

niedziela, 28 maja 2017


Heyka!

Tak, tak. Wiem. Długo mnie nie było. Tak, tak. Wiem. Nieregularnie! Jak się pojawiam, to za dużo na raz. Później trzy miesiące nic... No cóż. Jest ochota - są posty. Nie ma ochoty - nie ma. Bloga prowadzę dla przyjemności i jeżeli nie ma "weny", to niestety nie będę się zmuszał. Mogę dać Wam tylko jedną radę: Ciesz się z tego co masz ;-)

Ale wydarzyła się okazja więc zapraszam na raport bitewny z mojej pierwszej rozgrywki w Team Yankee!





No nie powiem... Długo nam zeszło z Jubym żeby wreszcie się umówić i rozegrać tą PIERWSZĄ rozgrywkę. Ciągle wypadało coś jednemu albo drugiemu. Ja czekałem na dostawę z Battlefrontu ponad dwa miesiące (ale o tym może w osobnym wpisie). W międzyczasie pojawiło się kilka nowych pomysłów (w sumie, o tym też pewnie zrobię wpis). Powiem Wam, że ostudziło to moje zapędy do Team Yankee.
Ale co się odwlecze to nie uciecze. I wczoraj wieczorem (wreszcie!) udało się spotkać u Jubego na chacie. Dołączył do nas Majki. I zabraliśmy się ostro... Do wertowania podręcznika! Jak się w to gra?!? :-) No, nie było AŻ tak źle, ale sporo błędów narobiliśmy. Rozstawialiśmy stół. Niestety nie mamy jeszcze dedykowanych terenów do Team Yankee ale użyliśmy Boltowych i nie wyszło najgorzej jak na pierwszy raz.



W rozpisce Jubego znalazły się :
Tank Batalion HQ - 1xT-72
Tank Company Alfa - 5x T-72
Tank Company Bravo - 4x T-72
Shilka AA Platoon - 2x SHILKA
Hind Assault Helicopter Company - 2x HIND
Solidne 51 punktów Radzieckiego sprzętu bojowego.




Po mojej stronie Leopard 2 Panzerkompanie w składzie:
Panzerkompanie HQ - 1x Leopard 2
Leopard 2 Zug - 2x Leopard 2
Panzergrenadier Zug -3x MG3 team
                                    2x Milan Missile team
                                    3x Marder
Gepard Flakpanzer Batterie - 2x Gepard
Luchs Späch Trupp - 2x Luchs
Tornado Strike Flight - 2x Tornado




Misja? Rzucaliśmy... Naprawdę! Ale wypadła jedynka, czyli najprostsza misja z podręcznika - Free For All. Cele misji? Find enemy and destroy! A tak naprawdę to zdobądź objective w strefie przeciwnika zanim on zdobędzie w twojej. Objectivy oznaczyliśmy kostkami. Moje cele na biało. Cele Jubego na czarno.
I teraz czas na usprawiedliwienia. Graliśmy po raz pierwszy. Juby co prawda rozgrywał już jakieś potyczki z Hipolitem, ale widać niewiele go nauczyły. :-P
Bo błędy taktyczne jakie oboje popełniliśmy przy wystawieniu, a potem w czasie gry powodują, że jeżeli czyta to jakiś weteran Team Yankee, to będzie miał nas, za co najmniej upośledzonych...



Gepardy na pierwszej Lini w strefie odblokowanej przez spaearhead Lunchs-ów... Piechota do zabezpieczania objectiva w transporterach... Shilki na środku stołu bez osłony. No, jak tak teraz na to patrzę, to aż się włosy jeżą ze zdumienia. Na szczęście błędy popełnialiśmy w miarę po równo więc gra była wyrównana.




Ok wytłumaczę się z kilku błędów. Po pierwsze Gepardy. Juby jako pierwsze wystawił Hindy.(pierwszy błąd Jubego - bo jak sprawdziłem później, aircrafts mogą wystawić się poza stołem i wlecieć w pierwszej turze na stół) Ubzdurałem sobie w mojej głowie, że jeżeli wiem gdzie są to można spróbować zestrzelić je w pierwszej turze! (mój pierwszy błąd) A jako, że moje Lunchs dysponują zasadą spearhed i scout. Przy wystawieniu mogą poruszyć się poza strefę wystawiania i tworzą dodatkowy "bąbel" wokół siebie gdzie można wystawiać jednostki. To postanowiłem iść na całość i wystawiłem tam Gepardy. Nie wziąłem kilku rzeczy pod uwagę... Po pierwsze, jako że byłem atakującym, w pierwszej turze wszystkie moje jednostki traktowane są jako już poruszone. Co skutkowało mniejszą ilością kostek do strzału. Po drugie wystawiłem je na kontrę ze strony Jubego. Apropo wystawiania jednostek obrony przeciwlotniczej... Juby wystawił Shilki na środku stołu. (drugi błąd Jubego) Jakby miały pancerz 20 albo lepiej. Widziałem po minie, że był z siebie zadowolony. W końcu Shilki osłaniały wszystkie możliwe podejścia samolotom... które, ze względu na misję, nie miały prawa pojawić się w pierwszej turze! Za to idealnie nadawały się jako cele do ostrzału dla moich pozostałych jednostek.



Niemiecka piechota (mój drugi błąd) jest po prostu doskonała do obrony objectivów. Pod warunkiem że okopana siedzi pod osłoną lasu lub innego ciężkiego ternu. A nie siedzi wygodnie w transporterach jak na zdjęciu poniżej. Błąd którego nie udało mi się naprawić do końca bitwy... Jedyne co obojgu nam udało się wykonać w miarę poprawnie to ustawienie czołgów. Zarówno czołgi Jubego jak i moje były wystawione w miarę poprawnie.




Tura Pierwsza
Juby uświadomił mnie co do tego, że moje jednostki w pierwszej turze traktowane są jako poruszone. Więc nie zostało mi nic innego jak poruszyć je rzeczywiście, aby poprawić swoje pozycje. Gepardy otworzyły ogień do Hindów. Jednak, ze względu na zmniejszoną ilość strzałów za ruch, i to jak twarde są te skurczybyki, strąciłem tylko jednego. Luchse postanowiły zapolować na Shilki, ale jedyne co udało im się osiągnąć, to zdradzić swoją pozycję Sowieckim czołgistom. I dopiero salwa Leopardów 2 poskutkowała dwoma płonącymi wrakami jedynej obrony przeciwlotniczej Jubego. MAM CIĘ POMYŚLAŁEM!



Leopardy następnie sprytnie wykonały manewr Shoot and Scoot wycofując się ze wzgórza 4 cale do tyłu i chowając się przed ogniem T-72. W międzyczasie uświadomiłem sobie swoją pomyłkę na prawej flance. Popatrzyłem na rząd T-72 ukryty za polem zboża po drugiej strony drogi. Przecież moje transportery nie mogą im NIC zrobić. Trzeba się okopać i bronić! Tamten lasek na prawo wygląda zachęcająco. Spoko wystarczy przecież tam podjechać i wyładować piechotę. W następnej turze okopiemy się i po sprawie...
-Juby -spytałem- Jak się wysiada z transporterów? Możesz sprawdzić w książce?
-No można ich wyładować PRZED ruchem transportera....
Jak to przed? Przecież do lasku za daleko na pojedynczy ruch piechoty. No cóż ten manewr okopania nie będzie taki prosty jak mi się wydawało.
Popatrzyłem jeszcze raz na lokalizację lasku. No tak, JEST w mojej strefie wystawienia...
<face palm>



Juby kontratakował. Ocalały Hind oskrzydlił moje Leopardy 2. T-72 ruszyły do boju. Zaraz, zaraz? Co on kombinuje? Jedna kompania rozdzieliła się, okrążając wzniesienie z dwóch stron tylko po to żeby oddać jeden więcej strzał do Luchsa? Druga kompania rzuciła się w kierunku piechoty jakby nie było jutra. Ale przecież w ten sposób powoduje, że nie może skoncentrować sił w jednym miejscu i wykorzystać jedynej przewagi jaką mają jego T-72 nad moimi czołgami. Liczebności! Do tego nie ma osłony przeciwlotniczej! to będzie krótka bitwa pomyślałem...



A w międzyczasie Juby rozwalił jednego Geparda, zniszczył jednego Luchsa. I cholernie wystraszył załogę jednego z Leopardów 2 odpalając w jego stronę rakiety z Hinda. Na szczęście dla mnie niecelnie. Acha! Dowódca batalionu próbował przebić się przez mur wokoło "fabryki". Ale unieruchomił swój czołg ku mojemu zadowoleniu. Juby nie był za szczęśliwy.




Tura Druga
Juby nie ma osłony przeciwlotniczej. Jego czołgi, stoją sobie odsłonięte, na polu zboża...
TORNADO TIME! Wezwałem lotnictwo! Pierwszy rzut na 4+ wypadła piątka. Jest! Mamy go! To teraz nie będzie co zbierać! Pojawiły się dwa samoloty. W równym szyku wyrównały lot... i trafiły na huraganowy ogień z rosyjskich 12,7 mm karabinów przeciwlotniczych!!!


Jedno Tornado zostało strącone a drugie bardziej myślało o wyrwaniu się z pola ostrzału tych piekielnych karabinów niż o bombardowaniu. Dostało się tylko jednemu czołgowi a i tak jego załoga szybko ogarnęła, że bomba wybuchła obok i wróciła do boju... I tak legł mit o potężnych Tornado w mojej głowie.
W związku z porażką bombardowania, piechota wysiadła z Marderów i zajęła ten nieszczęsny lasek, w którym powinna siedzieć okopana już w poprzedniej turze!



Z drugiej strony, skoro Juby postanowił rozdzielić swoje siły i podsyłać T-72 w łatwych do przeżucia dla Leopardów 2 kawałeczkach, to nie będziemy go rozczarowywać. Przesunąłem swoje Leopardy 2 na lewo biorąc na cel trzy T-72 polujące na moje Gepardy. Pięć trafień. Ale wiodący T-72 był wyjątkowo uparty, i rzucając dwie szóstki pod rząd, uniknął zniszczenia. Gepard był już na straconej pozycji, więc postanowiłem go nie ruszać i wpakowałem pełną salwę w Hinda. Tym razem odporna maszyna nie wytrzymała i Hind runął na ziemię. No to lotnictwo mamy z głowy. Jeszcze tylko załoga Luchsa rozglądnęła się po polu bitwy. Na prawo T-72. Na lewo dwa T-72. NOPE. Spieprzamy stąd!



Po salwie Leopardów 2 Juby stwierdził, że trzy T-72 to jednak za mało, żeby angażować się w wymianę ogniową z niemieckimi czołgami i wszystkie siły skierował do ataku na moją piechotę i zajęcie punktu, który broniła. T-72 z company Alfa ruszyły ostro drogą osłaniając się budynkiem fabryki. Po drodze niszcząc pozostałego Geparda.



Company Brawo w między czasie szykowała się do szarży na Panzergrenadierów. Karabiny maszynowe wciąż skierowane były w niebo więc Juby otworzył ogień z dział głównych. Jakież było zdziwienie, gdy moja piechota, po raz pierwszy, spotkała się z zasadą BRUTAL dział T-72. Dwa oddziały MG3 poczuły jej skutki na własnej skórze. Od zwycięstwa Jubego dzieliła już tylko jedna tura. Jeden ostatni pusch!



Tura Trzecia
No i jeszcze trzy Leopardy 2. Juby przekonał się że czołgi Bundeswehry nie tylko świetnie strzelają ale są także cholernie mobilne. Przemieściłem Leopardy 2 na prawo i otworzyłem ogień. Company Bravo zostało zdmuchnięte z powierzchni ziemi. Ocalał tylko jeden czołg. W międzyczasie, Tornado wróciło na pole bitwy. Tym razem bardziej ostrożnie wybrało kierunek uderzenia i nawet zniszczyło jeden czołg z company Alfa. Mardery postanowiły sprawdzić jak twarde są T-72 od boku... Za twarde dla Marderów. Luchs wychylił się zza wzgórza. Poszli już? Nie ma ich? No to PO CHWAŁĘ PO ZWYCIĘSTWO! ATAK! Tylko tak po cichu. Może nas nie zauważą...



Zauważyli... Juby nawet cofnął jednego T-72 do obrony objectivu. Na nieszczęście Jubego samotny obrońca spudłował. A resztę czołgów Juby miał rozrzucone po polu bitwy jak gówno... no na polu.



Ocalały czołg z kompani Bravo jakby nie zauważył zniszczenia swoich sojuszników i kontynuował plan, usiłując zaszarżować na moją piechotę. Ale nie przebił się przez drzewa, i utknął na skraju lasu.
Jeden czołg z kompani Alfa wraz z dowódcą brygady zapolowali na Mardery. I to całkiem skutecznie. Bo przetrącili im kręgosłup moralny i cała jednostka czym prędzej wycofała się z bitwy. Jeden T-72, o zgrozo, próbował nawet strzelić do Leopardów!!! Ale solidny pancerz ochronił czołg Bundeswehry.



Tura Czwarta
I w sumie ostatnia... Zug Leopardów powrócił na pozycję wyjściową, z której rozpoczęli bitwę. Strzelając Leopardami, czujesz się, jakby wyposażone były w death raya. Wskazujesz cel a on wybucha. No właśnie. Jeden z czołgów otworzył Luchsowi drogę do zaęcia objectiva, drugi zakończył żywot dowódcy dywizji. Dowódca kompani Leopardów 2 wykończył ostatniego T-72 z kompani Bravo. Jeszcze tylko nalocik na ostatniego ocalałego i było po bitwie!



Nie znaleźliśmy zasady, że bitwa się kończy w momencie zniszczenia ostatniego przeciwnika. Nie twierdzę, że nie ma takiej zasady, a jedynie, że nie chciało nam się jej szukać. Więc dojechałem Luchsem do objectiwa i przypieczętowałem tym zwycięstwo.



A wrażenia po bitwie? Kurde podoba mi się ta gierka! Myślę, że jeszcze nie raz zagości na łamach mojego bloga. Mamy kupę rzeczy do przemyśleń i poprawek. Np. dopiero w trzeciej turze uświadomiliśmy sobie że powinniśmy rzucać na morale! Juby po bitwie, uważa Leopardy 2 za karę bożą zesłaną na Sovietów. Za jedenastą plagę egipską. Za niszczycieli światów. Nie biorąc pod uwagę, że w ciągu całej bitwy wystrzelił w ich kierunku tylko dwa razy. A strata każdego z tych wozów kosztowałaby mnie 1/3 firepowera całej mojej armii. Bo ani Luchsy ani mardery ani Gepardy nie mają szans na przebicie się przez pancerz T-72!

Ja z drugiej strony, mam nauczkę co do piechoty i jej roli na polu bitwy. Oraz co do skuteczności nalotów Tornado. Choć w gruncie rzeczy Tornada na koniec bitwy "zwróciły" się w punktach niszcząc dwa T-72.

Ok tyle w temacie Team Yankee, Liczę na Wasze komentarze. Szczególnie na Jubego! I do zobaczenia następnym razem.

Pozdro!