sobota, 5 września 2015

Supernowa – WarZone Resurection


Heyka!
 Supernowa – w astronomii termin określający kilka rodzajów kosmicznych eksplozji, które powodują powstanie na niebie niezwykle jasnego obiektu, który już po kilku tygodniach bądź miesiącach staje się niemal niewidoczny.


Brzmi znajomo? Bo podobna historia spotkała WarZone Resurection. Rozbłysnął jasnym światłem, ludzie nakupili starterów, rozegrano mnóstwo bitew, by po kilku miesiącach, zniknąć zupełnie z pola widzenia. Smutna sprawa, gdyż system naprawdę mi się podobał i jestem jego wielkim zwolennikiem. Miał znaczny potencjał do rozwoju. Ba - mało tego, rozwija się aktywnie. Zapowiedziano właśnie nowy dodatek w wydaniu papierowym.  Prodos poprawił już wiele bolączek tego startującego systemu. Na przykład karty, które opisywałem tutaj. WarZone jest jednym z najbardziej przyjaznych dla użytkownika systemów jakie znam. Wszystkie zasady są dostępne bezpłatnie w sieci, na stronach producenta, podobnie jak wspomniane już poprawione karty. Że nie wspomnę o polskiej edycji podręcznika. Jednak w Naszym towarzystwie nigdy nie dostał drugiej szansy.


A właściwie to dostał, bo obecna edycja to jakby druga szansa systemu WarZone. Pierwsze podejście mieliśmy w latach 90tych. W 1996r kupiłem pierwszą figurkę do tego systemu w nowo otwartym sklepie „Szeherezada”. Pamiętacie? Dobry przykład jak nie prowadzić biznesu. No ale cóż, na tamte czasy nie było nic innego.  Wracając do WarZone. Zakup ten pamiętam dobrze, gdyż była to moja pierwsza figurka do jakiejkolwiek gry bitewnej. Kapitan piechoty Capitolu uzbrojony w jedną z najgorszych broni tego systemu – w strzelbę. :-)  Z perspektywy czasu stwierdzam, że był paskudny. Ale w tamtym okresie wydawał mi się najpiękniejszą figurką pod słońcem. To ten w środku poniżej.


Dzięki promocji w naszym „kultowym” czasopiśmie „Magia i Miecz”, WarZone trafił pod nasze strzechy. Oj grywało się w toto. Nawet sporo. Juby prowadził Cybertronik, Majki oczywiście Legion Ciemności. Werter jak zwykle nie trafił z zakupem – husarzy Bauhausu nie byli zbyt dobrzy. Jacki prowadził do boju Krwawe Berety. Kurde nawet Ziemniak się wciągną i zagrałem kilka bitew przeciw jego Bractwu. Jednak polityka wydawnicza, oraz totalne niezbalansowanie armii doprowadziło system do upadku.



Dobra, przejdźmy do samych modeli. Kilka dni temu podczas prac wykopaliskowych, w jednej z górnych warstw osadowych, odnalazłem pokłady WarZona. Oczywiście mój ulubiony Capitol. I oczywiście w stanie totalnego rozpadu. Gdybym był mechanikiem to w garażu miałbym chyba 12 połówek aut. Z czego każda połówka od innego samochodu! Ale jak pisałem na otwarciu, system zabłysł niczym supernowa i zgasł równie szybko. Na szczęście figurki podobają mi się na tyle, i były na tyle niedrogie, że nie żałuję ani złotówki poświęconej temu systemowi. Zresztą popatrzcie sami.


Na początek rzut ogólny na całą armię. Nie jest tego dużo. Ale moim zdaniem modele od Prodos Games prezentują się znakomicie. Licząc z grubsza jakieś 1200 ptsów. Nie inwestowałem więcej bo nigdy nie miałem przeciwnika, który powiedziałby 1000 punktów to zdecydowanie za mało na grę w WarZona. Więc dopasowałem się do reszty. O dziwo udało mi się powściągnąć, i poprzestałem na jednej korporacji. Ale muszę powiedzieć, że Bauhaus już był blisko!


Na czele Capitolu zazwyczaj stoi Wielki Bob Watts. Jednak za jego plecami po prawej, stoi początek/baza do konwersji na Warlorda Ciężkiej Piechoty z dodatku Heroes of the Solar System. Oczywiście nigdy nie udało mi się go dokończyć. A w planach było wyposażenie go w tarczę, wymienianą na działko ciężkiej piechoty, zależnie od potrzeb, zamontowane na magnesikach. Kupiłem już nawet większą podstawkę, taką jaką powinni mieć bohaterowie. No ale cóż supernowa wybuchła! 


Zostajemy przy ciężkiej piechocie. Dwa oddziały. Pierwszy dowodzony przez Iron Lady, (również z dodatku Heroes of the Solar System) wyposażony w bagnety łańcuchowe, zawsze na czele natarcia. W roli szturmowców sprawdzają się rewelacyjnie. Drugi (na czarno) typowo strzelecki do dalekiego wsparcia. Moim zdaniem Ciężka Piechota to jedna z najlepszych jednostek w grze. Stanowi zazwyczaj trzon mojej armii. Brakuje im odrobinę finezji, jednak po finezję trzeba zwrócić się do oddziałów specjalnych.


O wilkach mowa, a właściwie to o Wolnych Marines Capitolu. Ciężka piechota to proste chłopaki, bazujące jedynie na grubości pancerza i wielkości giwery. Za to ci goście... Ci goście mają tonę zabawek. Naliczyłem dwanaście (!) zasad specjalnych. Od infiltracji pozycji wroga począwszy, poprzez odporność na zasady psychologiczne - fearless, na rzucaniu pakunków C4 we wroga i minowaniu wrogich pojazdów skończywszy. W każdej rozegranej bitwie zaskakiwałem przeciwnika nowym zastosowaniem dla tej jednostki. Doskonale nadają się do rozgrywki bardzo agresywnej, nie dającej przeciwnikowi czasu na oddech. Jednak czasem potrzebują błyskawicznego wsparcia.


I tu wkraczają ulubione przez Jubego Purpurowe rekiny. Odpowiednik Eldarskich jetbików. Nie dość, że cholernie szybkie to jeszcze uderzają z siłą młota pneumatycznego. Kilka razy rozstrzygnęły potyczki na moją korzyść, niespodziewanie zjawiając się znikąd i rozstrzeliwując zaskoczonego przeciwnika. Doskonałe do ataków z flanki i polowania na wrażliwe jednostki wsparcia zazwyczaj trzymane gdzieś na tyłach. Pomimo tego, że ostatnia errata obcięła im 1/3 skuteczności ataku to i tak dalej są warte swoich punktów. Przyznaję że przed Nerfem były OP.  Nie grzeszą jednak odpornością.  


Jeżeli szukamy natomiast odporności na ciosy. Powinniśmy zwrócić się do Orki Capitolu. Doskonałe uzupełnienie do Ciężkiej Piechoty. Natarcie tej bestii wspieranej przez chłopaków w ciężkich pancerzach jest bardzo trudne do zatrzymania. Dodatkowo różnorodne uzbrojenie, na każdą okazję, powoduje, że orka to przerażający przeciwnik. Figurka jest niestety brzydka, a jej nowe wcielenie moim zdaniem jest jeszcze gorsze. Dziwi mnie to bo jest grafika gdzie Orka wygląda naprawdę dobrze.


 A jednak rzeczywisty model nie zachowuje tych proporcji i kształtów, przez co traci mocno na urodzie. Tak niewiele brakło. Można było zrobić to naprawdę lepiej! Mieli to przecież! A tak mamy pokraka zastąpionego przez  Big Daddy z Bioshock.


Ech ponarzekałem trochę, ulżyło mi i trzeba iść dalej... A dalej jest już tylko Lekka Piechota Capitolu.



Kulochwyty. Ale niezastąpione w tej roli. Piechota tania jak pierogi ruskie w barze mlecznym. Zazwyczaj kręcą się wokół bohaterów, i nomen omen bohatersko wyłapują kule lecące w ich dowódców. Można ich niby przerobić na jednostkę airborn. Ale inne jednostki w korporacji radzą sobie lepiej z takimi zadaniami. A naprawdę ciężko w całym podręczniku o lepszego/tańszego kulochwyta. :-) Właśnie sprawdziłem są tylko o jednego punkta na sztuce drożsi od nieumarłych legionistów, a tamci nie mają nawet mózgów!
W temacie WarZona to już wszystko. Może jeszcze kiedyś uda się zagrać i przywrócić WarZonowi chociaż odrobinę blasku. Dajcie znać jeżeli będziecie mieli odrobinę ochoty na rozgrywkę, w końcu modele macie! ;-)
Na następny wpis nie trzeba będzie długo czekać. Jest już zaczęty. A będzie to Battlereport do Bolt Action. Ale o tym przeczytacie już wkrótce.

Pozdrawiam.




wtorek, 1 września 2015

Age of sigmar

Heyka



Wczoraj był międzynarodowy dzień bloga, więc pasowało by coś skrobnąć. A jako, że nie miałem weny na robienie nowych zdjęć do serii z moimi projektami, postanowiłem ruszyć temat omijany mocno przeze mnie ostatnimi czasy. No tak... Prędzej czy później musiałem zmierzyć się z tą grą. Ehhh... Dobra zróbmy to i miejmy to za sobą! A więc AGE OF SIGMAR!!!



Ok żeby była jasność, nie będę opisywał gry jako takiej, gdyż nie mam ku temu żadnych postaw. W grę nie gram i nie zamierzam. Natomiast chciałbym podzielić się z Wami moimi uwagami do całej reszty, tzw. „otoczki” jaka się wokół gry wytworzyła.
Jakiś czas temu dyskutowaliśmy mailowo na temat nowej gry zapowiadanej przez GW. Wygłosiłem wtedy proroctwo, jakoby gra ta miała być uzupełnieniem do Warhammera, skirmiszem pozwalającym wkręcić się w Stary Świat, spin offem takim jakim była Necromunda dla WH40K. Myślałem, że będzie kamieniem rzuconym na wodę aby popatrzeć jakie fale zrobi wśród fanów. I zależnie od sprzedaży, Age of Sigmar stałby się uzupełnieniem istniejącego świata albo zniknęłaby bez śladu. Pomyliłem się!




W najczarniejszych myślach nawet nie spodziewałem się tego co miało nastąpić. A mianowicie ostrego cięcia, zerwania z ponad trzydziestoletnią tradycją, i zamknięcia sekcji WARHAMMERA! Ja rozumiem słaba sprzedaż, rozumiem brak kontaktu z fan-bazą, rozumiem naciski ze strony udziałowców. Ale no cóż. Sami sobie zapracowali na taką sytuację. I zamiast wreszcie naprawić istniejącą stan rzeczy, spuścili go z wodą w klozecie.



I nie przez przypadek piszę tutaj o klozecie, bo GÓWNO jakie nam zaserwowali w zamian, nadaje się tylko do kloaki! Ale nie uprzedzajmy faktów, czepiajmy się po kolei. Na pierwszy ogień idzie tzw. Fluff czyli świat przedstawiony. A ten po prostu strasznie mi się nie podoba!!! Ilość głupot jaka się tam znalazła mogę jedynie przyrównać do nowej powieści  pana A. Szyndlera. Warhammer zdobył sobie rzeszę fanów ponurym gotyckim wizerunkiem. Przededniem końca świata. Z tym, że jak ów koniec naszedł, to stracił całą swoją mroczną atmosferę. Stał się parodią samego siebie. Groteską z rozdwojeniem jaźni. Jeżeli ktoś chce sobie poczytać to polecam 1d4chan



Dlaczego piszę o rozdwojeniu jaźni? Bo aktualnym targetem GW jeżeli chodzi o Ege of Sigmar są dzieciaki. Gra jest napisana prosto, bez nadmiernej ilości matematyki, akuratnie w gusta przeciętnego gimbusa. Usunięto nawet Slaanesha, który swoim wyuzdaniem nie pasował do nowego układu.
A z drugiej strony, grafiki i modele, szczególnie nowy Chaos, wręcz ocieka juchą i wybebeszonymi flakami. No ale w myśl nowoczesnej moralności flaki są ok, to cycki są be.

Ja wiem, to co teraz piszę to słowa starego piernika, który wychował się na starym świecie. Ale ilość niedorzeczności występująca w nowej odsłonie Warhammera jest porażająca. Po prostu taki świat mi zupełnie nie odpowiada!


Następna sprawa modele. Kurde Space Marines mieliśmy w WH40K. I to, że tam się dobrze sprzedają nie oznacza że skopiowanie modelu do settingu fantasy będzie automatycznym sukcesem. Do WH40K Space Marines pasują jak rękawiczka do ręki. Do Warhammera fantasy, jak pięść do oka. Niby przyłożyć można, ale później siniak zostaje. I niech nikt mi nie mówi, że nowa frakcja Sigmaritów to nie Space Marines! Patrz zdjęcie poniżej.



Kolejna sprawa - zasady. Tak wiem miałem się nie wypowiadać, ale muszę. Nie będę się czepiał mechaniki jako takiej, bo to sprawa indywidualna czy się komuś podobają czy nie. I naprawdę wierzę, że dla przeciętnego gimbusa bez doświadczenia w grach bitewnych, to idealna mieszanka łatwych do zrozumienia zasad. Ale muszę się przyczepić do dwóch aspektów. Po pierwsze zasady specjalne. Wyobraźcie sobie, że żeby uruchomić niektóre zasady specjalne armii trzeba nie tylko wystawić odpowiednie modele i zadeklarować użycie umiejętności, ale np. MIEĆ DŁUŻSZE WĄSY NIŻ PRZECIWNIK!!! - zasada specjalna Empire. Night Gobliny dostają bonusy, jeżeli prowadząca je osoba jest w kapturze. Inne "fajowe" zasady to np. metalowe figurki dodają +1 save w Domenie Metalu. Gracz ubrany na czerwono przerzuca trafienia w walce w Domenach Ognia. A jak przyniesiesz na rozgrywkę zdjęcie swojego zwierzaka w Domenie Bestii dostajesz +1 do trafienia. Że o gadaniu do swojego wyimaginowanego konia nie wspomnę! No ludzie...



Następna sprawa, która mnie odrzuca od tytułu to balans armii. Zapytacie jaki balans armii? No właśnie jaki? Ano żaden. Nie ma żadnych zasad. Chcesz wystawić armię powietrzną na Żyrokopterach wspomaganą  przez Chaos Screamers i Smoki z Blodthristerem na czele? Proszę bardzo!! Dodatkowo każdy model liczy się za jeden! Więc armia 20 Blodthristerów? Czemu nie?
Zresztą FUCK IT liczebność też nie jest limitowana więc przynieś całą swoją kolekcję miniaturek. A najlepiej kup jeszcze parę bo może przeciwnik będzie miał więcej!!! Patrzysz na to, i nagle armie unbound z WH40K nie wyglądają tak tragicznie... :-) 
 

Podsumowując. Gra nie ma dla mnie obecnie nic do zaoferowania. Co więcej wszystkie jej aspekty odrzucają mnie. Ale współczuję ludziom, którzy zainwestowali grube pieniądze w swoje armie do Warhammera.  Znalazłem nawet na youtubie jednego frustrata, który po przeczytaniu zasad do  Age of Sigmar postanowił zrobić porządek z modelami GW  https://www.youtube.com/watch?t=500&v=plUPJ0inN4c  Polecam oglądać od około 8 minuty.
Ok tyle w temacie Age of Sigmar. Mam nadzieję, że nie będę więcej wracał do tego tematu. 

Pozdrawiam Was moi mili i do zobaczenia. W następnym wpisie WAR ZONE.
Narka. 

czwartek, 27 sierpnia 2015

Najtwardsi z twardych - Necromunda Van Saar

Heyka!



Kontynuując serię zapoczątkowaną kilka postów temu. (ktoś łapie dwie sroki za ogon) Dziś na tapetę pójdzie NECROMUNDA! Wczoraj wreszcie udało mi się wyrwać do piwniczki. Złożyłem stół, żeby wygodniej było się poruszać. I zacząłem wykopaliska.  Z początku w ruch poszły kilof i łopata. Ale później przeszedłem do bardziej precyzyjnych narzędzi. Szpachelka i pędzelek przydały się, gdyż dokopałem się do najstarszych okazów w mojej kolekcji. Modele, które przetrwały wielkie wymieranie wyprzedaże. Najtwardsi z twardych. Gang Van Saar do Necromundy.

Ale tradycyjnie Odrobina historii. O samej grze można poczytać tutaj: http://warhammer40k.wikia.com/wiki/Necromunda. A ja oczywiście skupię się na historii bliższej naszym sercom. Otóż Necromunda to jedna z tych pierwszych gier obok Epica i Warzona, na które było nas stać. I z tego co pamiętam była najchętniej przez nas graną we własnym gronie. Na pewno bawili się w to: Juby house Goliath, Jacki house Van Saar, Karolek (pamiętacie jeszcze gościa?) house Delaque no i oczywiście ja house Orlock. Werter silnie przymierzał się do house Cawdor. Zakupił nawet parę modeli, ale nie pamiętam go grającego. Tak samo nie pamiętam grającego Majkiego. Ale mogę się mylić - poproszę o korektę.


 Co przyczyniło się do dużej popularności tego systemu w naszym gronie? Otóż dość przystępne zasady, rozgrywki kampanijne, ale przede wszystkim cena! Za cenę jednego oddziału do WH40K można było wejść w posiadanie kompletnego gangu. Necromunda to było coś, czego obecnie tak bardzo brakuje GW. Starter, który za niewielkie pieniądze pozwalał wejść w uniwersum 40 tysiąclecia. Gra, która byłaby pierwszym krokiem w przygodę z grami bitewnymi.


Bardziej spostrzegawczy z Was zauważą, że napisałem wcześniej, że grałem Orlockami. A W tytule jak byk znajdują się Van Saarzy. I macie rację. Otóż po moim pierwszym, oryginalnym gangu pozostało jedynie wspomnienie, ale jak to ze mną było. Jedna sroka to za mało! Swego czasu posiadałem: gang Orlocków, Delaque, Van Saar i na dokładkę jeszcze Ratskinów! Na dzień dzisiejszy, ostali się jedynie właśnie Van Saarzy.


Tradycyjnie dla moich modeli - niepomalowani. Ale taka moja przypadłość. Nigdy nie dotrwałem z "zajawką" do etapu malowania. Inna sprawa, że jak już zaczynałem to moje umiejętności nawet w jednej dziesiątej nie pozwalały mi osiągnąć zadowalającego mnie efektu. Przyznam się jeszcze do jednej rzeczy. Otóż materiały do malowania figurek są piekielnie drogie i pieniądze, które mógłbym przeznaczyć na farby, marnowałem na kolejne modele.


Jak widać kilka prostych konwersji, miotacz ognia, kilka wymienionych pistoletów. Lider wyposażony w meltę stanowi doskonałą  broń psychologiczną. Nic nie chce znaleźć się w 6' od niego.  


Kilku Juvsów, kilku Gangerów, dwóch Heavy - jeden z miotaczem, drugi z heavy stubberem.



A tutaj sekcja najemników. Gdyż Necromunda to nie tylko gangi ale także spluwy do wynajęcia. I tu dwie ciekawostki. Jeden z najemników jest POMALOWANY!!! Zawdzięczam to Żołnierzowi, który swego czasu zlitował się nad młodszym kolegą i pomalował mu jedną figurkę. Padło na łowcę nagród. I do tej pory to chyba najładniej pomalowana figurka jaką posiadam. Druga ciekawostka to Squat Wertera. (JEST JUŻ MÓJ PRZEZ PRAWO ZASIEDZENIA!!! - minęło już 20 lat) Model zainspirowany jedną z grafik w podręczniku.Właściwie to nie w podręczniku bo pisząc te słowa przeglądnąłem wszystkie podręczniki... Nie pamiętam dokładnie gdzie była ta grafika ale na pewno był na niej squat.


I małe złomowisko. Swego czasu, jak jeszcze wybór był mocno ograniczony, zakupiłem zestaw podstawek. Ale później odeszliśmy całkiem od Necromundy i nigdy nie zakończyłem tego projektu.
Do tego kopie tych samych modeli bez podstawek. 
Obecnie Necromunda zalega jedynie na dnie szafeczki z modelami. Nie ma z kim zagrać, więc brak jakiejkolwiek motywacji, żeby toto ruszać do przodu. Jednak mam kilka pomysłów na wykończenie całości i zrobienia małej dioramki do witryny w piwniczce, aby przypominała, że taka gra kiedyś rządziła w towarzystwie.
Tyle w temacie Necromundy. Jeżeli ktoś miałby ochotę zagrać to proszę o kontakt. Może to pomogłoby ruszyć ten projekt z miejsca.

Pozdrawiam. 







czwartek, 20 sierpnia 2015

Blast from the past - EPIC 40K Battle report.

Heyka!


A słowo ciałem się stało, i stawiło się w piwniczce na rozgrywce w Epica 40,000. Michał poczuł się wywołany do tablicy poprzednim postem. I proszę, po roku wymieniania się zapewnieniami, że "musimy zagrać" wreszcie udało się ustalić wspólny termin. Spotkaliśmy się wieczorkiem, zeszliśmy do piwnicy, szybciutko rozstawiliśmy stół. Michał armię miał przygotowaną, mnie chwilkę zajęło skompletowanie swojej. Wszystko było jak należy. I nagle pojawił się problem. JAK SIĘ W TOTO GRA?!?! Jako, że żaden z nas nie grał od około 15 lat ani razu. Musieliśmy mocno wysilić mózgownice, żeby przypomnieć sobie co nieco. Na szczęście zasady Epica 40K są naprawdę proste i intuicyjne. Więc po około 15 minutach wertowania księgi zasad mogliśmy rozpocząć rozgrywkę.


Nie sililiśmy się na jakieś skomplikowane scenariusze, i postanowiliśmy, że pierwsza rozgrywka będzie opierała się na radosnym wyrzynaniu przeciwnika. Dodatkowo umawiając się na bitwę przywołaliśmy dawne ograniczenia w dobieraniu armii. Więc: nie więcej niż 50% punktów może zostać wydana na War Engines i nie więcej niż 15% na flyersów. Te ograniczenia unormalniają nieco rozgrywkę, gdyż te dwa typy jednostek potrafią mocno namieszać na polu bitwy.


Michał postanowił być sprytny. I zgodnie z Eldarską tradycją postawił na podstępy i szybkość. W sekcji War Engine wystawił Phantom Titana. Tutaj reprezentowany przez czarnego Revenanta. Michał również powinien ograniczyć masełko, gdyż przygotowując się do bitwy wyrychtował sobie oryginalną figurkę. Po czym oczywiście zapomniał ją wziąć! Zapomniał również  pudełka ze większością żetonów, kostek i templatek! No cóż, brak lecytyny. :-)
Ale wracając do armii Eldarów. Tytanowi akompaniowały dwa ciężkie czołgi Eldarów. I w tej sekcji był właśnie podstęp. Gdyż wszystkie War Enginy wyposażone były w Distortion Cannon. Broń, która została jakby specjalnie zaprojektowana do walki z Gargantami. Po trafieniu, ignorując osłony, automatycznie zadaje krytyczne obrażenia, a Garganty są szczególnie podatne na obrażenia krytyczne. Przy tym mają mnóstwo osłon! Rozumiecie już co mam na myśli mówiąc że broń jest idealna na Garganty...   
Sekcję flyersów wypełniły dwa Eldarskie bombowce klasy Phoenix. Nie był to najszczęśliwszy wybór ale o tym napiszę później.
Reszta armii to niegodziwość w najczystszej postaci! Dwa detachmenty Falkonów, wspierane przez Night Spinnery. I jak Falkony to w sumie standardowa jednostka, tak Night Spinnery to czyste zło! To jednostka artylerii z mobilnością dorównującą Jet Bikom. Nie powodująca bezpośrednich zniszczeń w armii wroga, ale zarzucająca ją niesłychaną ilością blast markerów. Blast markery w tej grze reprezentują tzw. przygniatanie ogniem. Jednostki z dużą ich ilością, mają zmniejszone możliwości strzeleckie, oraz ograniczone zdolności poruszania się. Oraz są bardziej podatne na straty w walce wręcz. Ale wrócimy do tego później.


Jeżeli armia Michała, była niczym świst miecza na wietrze. To moja przypominała młot w kuźni. Prosta nieskomplikowana, ale z wielkim obuszkiem. W centrum Garganta - obuszek. Zasiedlona przez Warlorda, pochłonęła równe 50% mojej armii!!! Ta potworna machina zniszczenia okazała się warta każdego punkcika na nią wydanego.
Osłonę przeciwlotniczą zapewniły trzy fighta-bombery. Jak okazało się później - elitarna jednostka asów. Dowodzona przez słynnego Red'un Barrona von Orkthofena.
Do tego trzy detachmenty. Pierwszy to młot. Jednostka Orczych Nobzów, dowodzona przez Warbossa, dosiadająca Battlewagonów. Drugi kowadło. Detachment Shooty Boyzów i Big Gunsów z poniewierającymi się wokoło Gretchinami.  A trzeci to trzonek. Kult of Speed, reprezentowany przez dwanaście Warbuggy i kilka Battlewagonów.


No i zaczęliśmy. Epic jest nietypową grą dla GW gdyż tury nie odbywają się naprzemiennie. Moja tura - twoja. Ale naprzemiennie fazami. Twoja faza - moja. Dodatkowo kolejność ustalana jest dla każdej fazy osobno. To że poruszałeś się jako pierwszy wcale nie znaczy że będziesz strzelał jako pierwszy. W grze występuje tzw. Strategy Rating. I on określa ile żetonów inicjatywy znajduje się w kubełku. Jako, że orki w planowaniu nie są najlepsze, Michała reprezentowały trzy żetony inicjatywy a mnie dwa. Muszę jeszcze zaznaczyć, że zdjęcia znajdujące się w tekście prezentują jedynie trzecią turę, gdyż po zrobieniu zdjęć armijnych wysiadł mi aparat. A Michał dopiero w trzeciej turze stwierdził, że można spróbować aparatem z komórki.
Pierwsza tura rozpoczęła się spokojnie. Orki nieśmiało zdobywały teren. Groty prowadziły natarcie wyszukując pól minowych. Kult of Speed zajął prawą flankę rozpędzając maszyny. Garganta wędrowała środkiem pola szukając przeciwników. Wspierana przez Nobzów w Battlewagonach. Gdy nagle, niespodziewanie na tych ostatnich, z nieba spadł ogień precyzyjnie pozycjonowanych, przez Majkiego  Night Spinnerów. I detachment utknął!!! Do końca bitwy nie ruszył się z miejsca!!! Strategia Majkiego okazała swoje przerażająco skuteczne oblicze już w pierwszej turze!


Druga tura rozpoczęła się jednak popisem Ork Fly Boyzów. Michał wyznaczył swoje bombowce do ataku naziemnego, na bogu ducha winnych Nobzów. Jednak Barron von Orkthofen ze swoimi asami był na miejscu. Wykonując misję intercept, krótko i skutecznie zestrzelił oba bombowce Majkiego. Od tej chwili przestworza należały do mnie!
Niezrażony tym niepowodzeniem Michał konsekwentnie zamykał pułapkę na moją Gargantę. Dwa ciężkie czołgi i Tytan próbowały zaatakować jednocześnie. I tu coś poszło nie tak. Tytan utknął w terenie i zabrakło mu 5cm zasięgu. A ciężkie czołgi przegrały inicjatywę i Garganta strzelała jako pierwsza, niszcząc jeden z nich. W między czasie Shoota Boyzi i Big Guny otwarły ogień do Eldarskiego Tytana. Przebił się tylko jeden pocisk.  Powodując jednak katastrofalny efekt, gdyż trafił w generator pola Holo Field. I tytan Michała został pozbawiony tej osłony, która negowała trafienia w tytana na 2+. Kult of speed zajął wysuniętą pozycję na prawej flance. Gotowy do ataku w następnej turze. Garganta po zniszczeniu Cobry - Super heavy grav tanka, zwróciła swoją uwagę na jeden z detachmentów Night Spinnerów. Zniszczenia były spore i cztery Eldarskie maszyny wyparowały w ogniu Garganty. Nobzi jak już pisałem wcześniej, utknęli przygwożdżeni ogniem z pierwszej tury, i nie mogąc pozbierać swoich szyków. Ostatni strzał tury oddała Cobra Michała. Powodując mocne trafienie krytyczne i podpalając Gargantę! W Raly Phase Gargancie udało się ugasić pożar, a Eldarskiemu tytanowi nie udało się naprawić uszkodzonych Holo Fieldów


I to zgubiło eldarskiego Tytana. Shoota Boyzi będąc już na dogodnej pozycji strzeleckiej wykonali rozkaz "Overwatch" i posyłając salwa za salwą zniszczyli Eldarskiego tytana. Zasługując na przydomek "TytanBustas". Kult of speed dopadł Cobrę. (na zdjęciu powyżej) Flight boyzi bezlitośnie ostrzeliwali artylerię Majkiego. I tylko Nobzi potulnie siedzieli na swojej pozycji z pierwszej tury! Majki stwierdził, że ma dość i Bitwa była skończona.
Muszę przyznać, że szczęście było zdecydowanie po mojej stronie. Gdyby nie wygrana inicjatywa przy strzelaniu War Engine w drugiej turze, utknięcie Eldarskiego Tytana w terenie,  wyłączeniu jednym strzałem Holo Fieldów Tytanowi, bitwa była by dla mnie o wiele cięższa. A tak była mocno jednostronna.
Na dzisiaj tyle. Czekam na komentarze (a jest ich strasznie mało - wiem że ciężko skrobnąć dwa zdania ale liczę na Was)
Pozdrawiam Was ciule.
Narazie!

niedziela, 16 sierpnia 2015

Ostatni będą pierwszymi EPIC 40,000


Heyka!


Zgodnie z obietnicą sprzed kilku postów, zaczynamy przegląd wojsk znajdujących  się do mojej dyspozycji. I pragnę tu zauważyć, iż to że wczoraj było święto wojska polskiego, nie ma nic wspólnego z decyzją o zrobieniu własnej parady. To zwykły przypadek był!
Ostatni będą pierwszymi. Tak w Biblii napisali, i tego się trzymamy. A że akurat EPIC 40,000 jest jednym z najłatwiejszych dla mnie do opisania systemów. I tak się złożyło, że komplet modeli miałem akurat w mieszkaniu. Więc na pierwszy ogień poszedł EPIC.


Może na początek trochę historii. I nie mam tu na myśli historii systemu, bo to każdy może sobie poczytać tutaj: http://warhammer40k.wikia.com/wiki/Epic. Mam na myśli historię osobistą, czyli jak i skąd zainteresowałem się tym systemem. A więc, dawno dawno temu, okolice roku 1998 - 1999 nie pamiętam dokładnie. (Majki może sprawdzić dokładnie i wrzucić do komentarzy - znajdź MiMa o którym będzie mowa - masz wszystkie ;-P) Były to czasy gdy ziemią rządziły dinozaury miałem na myśli gry RPG. Bitewniaki były poza naszym zasięgiem ze względu na koszty zakupu. Na tamte czasy były to jakieś horrendalne, niewyobrażalne sumy. Z kieszonkowego ledwo starczało na wino i MiMa. O bitewniakach nie było nawet mowy. Chociaż jak o tym teraz myślę to było troszeczkę WarZona w naszym posiadaniu. I wtedy właśnie w jednym z MiMów pojawił się opis "nowego" systemu GW.


Nie wiem jakim cudem, ale argument, że za dużo mniejsze pieniądze, będzie można dowodzić większymi siłami przemówił do naszej świadomości! (oczywiście była to bzdura, ale wtedy byliśmy młodzi i głupi) Dodatkowo z typowo polskim kombinatorstwem wymyśliliśmy sobie, że przecież nie trzeba przyklejać tych malutkich figurek do podstawek, tylko można zagrać w WH40K tymi maliznami przeliczając zasięgi do odpowiedniej skali. Na szczęście szybko wycofaliśmy się, z tego jakże genialnego pomysłu, mierzenia ruchu modelu suwmiarką albo mikromierzem, ale było blisko! Pamiętam do dziś, dyskusję na ten temat. Byliśmy na jakiś wyjeździe, nie pamiętam gdzie. Maszerowaliśmy w góry wzdłuż jakiegoś potoku i zamiast podziwiać piękno polskiej przyrody, gorąco dyskutowaliśmy nad zakupem.



Decyzja w końcu zapadła, i wraz z Majkim złożyliśmy się na starter. Na owe czasy byłem zdeklarowanym Imperialistą, więc zagarnąłem Space Marines z zestawu startowego. Michał przygarnął Orki. Do ekipy dołączył się Juby z Gwardią Imperialną. Powiem szczerze, że nie pamiętam rozgrywek w naszym gronie. Natomiast pamiętam, że zaangażowaliśmy się turniejowo. Trzonem były moje land raidery, Michał kupił imperialne Tytany, Juby zapewniał artylerię. W szczycie formy zajęliśmy bodajże 2 miejsce na turnieju w "Jędrusiu"...


Potem wszystko się rozeszło po kościach. System nie do końca zaskoczył, i umarł śmiercią naturalną. Pomimo, że zasady były świetnie napisane. Mieliśmy modele. Nie wiem co się stało w każdym razie, po kolei wyprzedawaliśmy swoje armie. I byłoby "po ptokach" gdyby nie gra komputerowa Final Liberation, która do tej pory siedzi przyczajona w rogu na moim pulpicie, i w którą od czasu do czasu udaje mi się pograć. Ale to materiał na innego posta...


I wracamy do czasów współczesnych. Jakiś czas temu. Będzie ponad rok! :-) tak Michale minął już rok!!! Michał w rozmowie ze mną zapytał czy nie zagrałbym w EPICA. Myślałem, że żartuje. Ale nie. Mówił całkiem poważnie. No i skończyło się na tym, że za grubą kasę nabyłem na E-Bayu armię Orków.


Tak dobrze przeczytaliście. Armię Orków. W tak zwanym międzyczasie pozmieniały mi się preferencje. I tym razem zdecydowałem się na Orki.


Mała kompaktowa armia. Jakieś 1200 -1500 ptsów. Niestety nigdy nie przetestowana w boju. Piję po raz kolejny do Ciebie Michale!


Natomiast na stole prezentuje się całkiem zgrabnie. Pomimo, że pomalowana jest w typowy dla mnie sposób. Czyli niepomalowana w ogóle! W oczy rzucają się górujące nad resztą wojska dwie Garganty, mrowie piechoty, stado Battlewagonów, uzupełnione przez Warbuggy. 


Armię traktuję raczej jako ciekawostkę. Nie planuję żadnych przyszłych zakupów do tego systemu. Mam jednak nadzieję, że uda się nam rozegrać chociaż jedną bitwę. Tak po raz kolejny mam na myśli Ciebie Michał!!!


I tyle na pierwszy ogień. Myślę, że w następnych postach obskoczę właśnie te najłatwiejsze do znalezienia i opisania gry. Takie jak Mordheim czy Necromunda. A gigantów czyli przede wszystkim WH40K zostawię sobie na sam koniec. I do tego prawdopodobnie do każdej armii zrobię osobnego posta. Ale to wszystko przed nami. Liczę na komentarze, bo powiem szczerze, że nic mnie tak nie zachęca do pisania postów jak stadko komentarzy pod wpisem. I jeszcze jedno, jeżeli uważacie, że przynudzam, to podrzućcie temat jaki by was zainteresował a spróbuję coś sklecić. Acha i jeszcze jedno. Jeżeli jakimś cudem nie jesteś z naszej ekipy, a czytasz te słowa. I jakimś cudem posiadasz armię do któregoś z opisywanych prze zemnie systemów. I mieszkasz w okolicach królewskiego miasta Krakowa. I miałbyś ochotę zagrać. To napisz do mnie. Zostaw namiary. Na pewno się odezwę.
Tymczasem borem lasem!

Pozdrawiam!