środa, 21 października 2015

Battlefleet gothic! Pierwsze kroki...

Heyka!


No i stało się! Majki ze swojej otchłani przywołał Gothica!
Jak wytrawny wędkarz wiedział, że najpierw trzeba zanęcić ofiarę... Na naszą ostatnią rozgrywkę przyniósł pudełko z zestawem podstawowym. Mimochodem wspomniał, że do podstawowych czterech Imperialnych Cruiserów zamówił posiłki. I haczyk już głęboko tkwił w moich szeroko otwartych ustach!
Wtedy jeszcze planowałem sklecić Tyranidów, ale dla porównania wielkości "pożyczyłem" jeden z cruiserów Chaosu. I już można mnie było wyciągać na brzeg, i rzucać na ognisko...
Potem było jeszcze gorzej!!! Przyszedł e-mail ze zdjęciem:


Majki - Lojalna flota Imperium podczas patrolu. Gotowa odeprzeć ataki zdradzieckiego Chaosu
 Ja      - Wow wygląda wyśmienicie, aż szkoda będzie ja rozwalić podczas bitwy :-)
Majki - Zginiesz próbując zdradziecki psie ;-)
 Ja      - Wraki twoich okrętów będą dryfować przez tysiąclecia po pustkowiach chaosu jakimi będzie ten sektor gdy z wami skończymy imperialne psy!!!

No i trzeba było zająć się flotą Chaosu. Na początek pomyślałem, że wystarczy jak na spodzie Cruiserów zamontuję magnesy. Żeby wygodnie  przenosić flotę, a statki nie spadały z podstwek podczas bitew...


Ale potem poczytałem trochę - według mojej żony za dużo! - o flocie Chaosu i przyszły mi na myśl dwie koncepcje armii. Oczywiście zupełnie wykluczające się nawzajem pod względem budowy statków. Miałem gdzieś jeszcze parę magnesów, a statki nie były sklejone zbyt mocno...


Fiku miku i już dowolnie mogłem konfigurować swoje skromne zasoby. Potem ustawiłem modele na stole zadowolony z funkcjonalności i różnorodności jaką osiągnąłem tymi prostymi zabiegami.


Ale niestety potem usiadłem na kompie i odpaliłem Youtuba... Zapewne widzieliście już Treilera do gry "Gothic Armada"


No i w 2:25 moje poglądy na flotę Chaosu "ociupinkę" się zmieniły... Za mało rogów - pomyślałem - przydały by się jeszcze łańcuchy! I czaszki, nie można wyglądać źle z czaszkami. No i szpikulce! Nie zapominajmy o szpikulcach!!!
Na szczęście w piwniczce miałem bitzy jakich potrzebowałem.




Pierwsze przymiarki. Powyżej Slaughter class z dziobem przystosowanym do taranowania.
Ale potem poszło z górki - Murder class:




Następnie pomyślełem, że fajnie by było gdyby heavy Cruisery odróżniały się czymś od zwykłych. I powstał Styx class:






Oczywiście to tylko pierwsze przymiarki. Czekam jeszcze na pozostałe zamówione już okręty. Jak przyjdą porozdzielam bitzy równo do każdego statku i wrócę do dalszej pracy.
Na razie tyle do zobaczenia następnym razem.
Jak zwykle zachęcam do komentowania i POZDRAWIAM!







sobota, 17 października 2015

Na szybkiego... Po łebkach! - Ale wyszło jak nigdy!!!

Heyka!

No i kombinowałem z zasadami, kombinowałem, knułem... a jak się spotkaliśmy to i tak zagraliśmy w coś innego :-)
MORDHEIM - QUEST niby dziwaczna kombinacja, ale czy na pewno? Dawno temu romansowaliśmy z różnymi zasadami, do grania w RPG i wyszło nam, że najlepiej gra nam się właśnie na lekko zmodyfikowanych zasadach Mordheima. W komentarzach do poprzedniego posta Misiek zaproponował właśnie to rozwiązanie, i na tym stanęło!


Spójrzcie tylko na te rozentuzjazmowane twarze! :-) Jak widzicie na zdjęciu powyżej, byliśmy zabezpieczeni na wypadek gdyby gierka nie wypaliła. Munchkin, Talizman i Gothic czekały w pogotowiu. Jednak po krótkim wprowadzeniu i przypomnieniu zasad poszło jak po maśle.


Pierwsze starcia, raczej rozgrzewkowe, z goblinami w rożnych kombinacjach, upewniły nas, że zasady jakie wybraliśmy sprawdzają się idealnie.  


 Wejście do jaskini goblinów jeszcze nie przygotowane, białe pola rażą po oczach, ale fantazja, fantazja bo fantazja jest od tego... Aby bawić się na całego!


Jak widać humory dopisują. Kości się toczą, expeki lecą, czyli wszystko jak w założeniach. I tylko piwa brak! Ale była środa, większość zjawiła się swoimi samochodami, a rano trzeba wstać do pracy. Ech - przeklinam cię szara rzeczywistości! :-) Następnym razem trzeba celować w piątek. Albo nawet w weekend!


I wreszcie skorzystaliśmy z wydrukowanych podłóg. Było fajnie, ale jest miejsce do dalszego rozwoju. Niestety brak łączników, lekkość i śliskość laminowanych kartek utrudniała zapanowanie nad układem podłóg. Nie było tragicznie, ale podklejenie jakiegoś filcu byłoby więcej niż wskazane.


Starcie z bohaterem goblinów dało trochę więcej satysfakcji, a złoto i przedmioty w skrzyniach pozwoliły dodatkowo ubarwić rozgrywkę o zasady dotyczące strzelania z łuku i kuszy.


Co moim zdaniem trochę zepsuło finałową walkę. Jednak broń posiadająca 12 - 18 a nawet 24 kratki zasięgu to mocna przesada. A Gracze jak to Gracze ustawili się na rogu korytarza i zaczęli szyć z czego się dało do biednych goblinów. A ja w ferworze walki nie przewidziałem takowej sytuacji więc  walka z ogrem i jego minionami odbyła się w korytarzu zamiast w sali głównej... ;-P
A wystarczyło inaczej ułożyć podłogi, wprowadzić graczy do komnaty i zatrzasnąć za nimi spadającą kratę, albo w najgorszym razie rzucić szamanem... znaczy się jakiś czar ochrony przed strzałami - a nie rzucić szamanem dosłownie! Kombinowanie z mrokiem by nie przeszło za bardzo jako, że elf i krasnale widzą po ciemku nie gorzej niż  gobliny.


Jednak koniec końców wyszło całkiem... nieźle, jak na szybko i po łebkach. Wszyscy byli zadowoleni, tylko Juby coś marudził, że "tankowanie" trochę nudne i że mu inni gracze expeki podkradają...  Ani się spostrzegliśmy a zastała nas północ i trzeba było rozejść się do domów.
Myślę, że zdecydowanie była to pierwsza ale nie ostatnia rozgrywka tego typu, i w ramach wolnego czasu postaram się coś w tym temacie ruszyć do przodu. Zważywszy, że w przeciwieństwie do rozgrywek w piwniczce, które z założenia są duelami jeden na jednego, tu można pobawić się większą grupą. I chyba właśnie to decydowało o tym, że mimo braków w wyposażeniu bawiliśmy się doskonale.
Do zobaczenia następnym razem...

Pozdrawiam.

poniedziałek, 12 października 2015

Na szybkiego... Po łebkach!

Heyka!


Napisałem ostatnio, że szykujemy się na planszóweczkę/RPG w klimatach Questa. Plany były bardzo ambitne, i nie zrozumcie mnie źle, dalej są ambitne. Ale w tzw. międzyczasie można spróbować czy chłopaki złapią zajawkę. Czy będą chętni do grania. I czy warto poświęcać na to czas. Więc przedstawiam: Work in progres na szybkiego...  Po łebkach!


Na początek drużyna! Gracze zostali poproszeni o wyszukanie sobie grafik reprezentujących ich bohaterów i oto efekty. Wymagałoby to jeszcze odrobiny zabawy ze skalowaniem, ale na próbę i na szybkiego wydaje się ok! Trzeba się jeszcze zastanowić nad mocowaniem obrazków do podstawek...


No i początek lochów. Na razie 2D. Ale docelowo planuję 3D. A właściwie pseudo 3D z jakimiś ściankami portalami itp.


Czymże byłyby lochy bez potworów? Wesoła gromadka Goblinów, Goblin Warriorów, Szaman i Champion już czekają na naszych bohaterów.  A z tyłu czai się OGRE!!!


I szersza perspektywa. Jak widzicie mam dość sporo materiałów jak na szybki początek. Ale wychodzę z założenia, że lepiej mieć więcej i nie potrzebować niż potrzebować a nie mieć. :-)


Wycinanki in progres... Żeby nie było, wszystko wydrukowane w kolorze i zalaminowane. Więc utrzymuje jako taką sztywność. Myślę, że nieźle jak na trzy godziny roboty, bo tyle mniej więcej zajęło mi szperanie w sieci, przygotowanie do wydruku i laminowanie...

Nie wiem jeszcze jakie zasady będą obowiązywały podczas rozgrywki. Mam kilka propozycji ale jeszcze się nie zdecydowaliśmy na żadną konkretną.
Albo całkiem pójdziemy w Warhammera Questa i skorzystamy z oryginalnych zasad. Wadą tego pomysłu, przy oczywistych jego zaletach, jest to, że ostatni raz w Questa grałem w 1999r w nowohuckim  klubie "Jędruś", podczas jednej z nocek z fantastyką... i ni w pierona nie pamiętam zasad!!!
Druga opcja to klasyczne D&D ale to rpg - a mi bardziej chodzi o przewagę planszówki, RPG sprowadzamy do wymaganego dla radości z gry minimum.
No i tu właśnie na scenę wchodzi "POTYCZKA". Gra równie przedpotopowa co prowadzący tego bloga... Jeżeli pamiętasz taką grę i jej rozwinięcie MAGa to szacunek, możesz nazwać się weteranem! Jej głównym atutem jest prostota, i skupienie się na walce. Dwie charakterystyki. Siła która pozwala bohaterowi korzystać z konkretnych broni, a zarazem odzwierciedla wytrzymałość na ciosy. Zręczność to cecha odpowiadająca za trafienie w przeciwnika. I tyle! Reszta to kilka mniej lub bardziej skomplikowanych zasad. Ale pierwszy odzew był niestety dla potyczki niekorzystny...
Jutro dzień decyzji a w środę gramy.  Postaram się napisać jak wyszło i co z projektem stanie się w najbliższej przyszłości.
A tymczasem - borem lasem!

Pozdrawiam.

piątek, 9 października 2015

Jesień cudów



Heyka!




Dawno mnie nie było, ale koniec miesiąca niestety bardziej sprzyja nadgodzinom w pracy niż pisaniu bloga. A w tym miesiącu w pracy było wyjątkowo gorąco. I nie mam tu na myśli złotej polskiej jesieni… Krótko streszczając sprawę, konflikt z przełożonym został załagodzony - kierownik przestał mi wydawać bezsensowne polecenia, a ja przestałem je ignorować. ;-P

Dodatkowo widać, że zaczęła się jesień, bo po wakacjach odwiedzili mnie prawie wszyscy znajomi! Zlatują się do ciepłej piwniczki jak szczury na zimę :-) A każda taka wizyta to dobry pretekst aby rozegrać jakąś bitewkę. Byli prawie wszyscy – piję tu do Ciebie Majki! Nawet Misiek się zjawił i spróbował Flames of war – ze skutkiem niestety opłakanym. 


No ale, albo ma się szczęście w miłości albo w kartach kościach. A niestety ilość wolnego czasu jaki mam do poświęcenia na hobby, pozwala mi albo na granie albo na pisanie. Ale nie ma tego złego, materiał dowodowy w postaci zdjęć został zebrany. I w produkcji mam już kilka raportów bitewnych.
A wiec małe preview tego co w najbliższych tygodniach się powinno pojawić:


Bolt Action: Vert (Wermacht) vs Kusy – czyli ja (Soviets)


X wing: Michor (Rebels) vs Kusy (Imperials)


Warhammer 40K: Juby (Chaos) vs Kusy (Orcs)


A nie wspomniałem jeszcze o projektach pobocznych. Starcia myśliwców doczekały się pierwszego wydruku kart samolotów. Zamówienia na samoloty zostały porobione – czekam na realizację. Udało mi się znaleźć – w miarę przystępnych cenach – modele A6M Zero! Tak że rozszerzamy konflikt na Pacyfik! I tu apel do Was czytacze. Jeżeli spotkaliście się kiedyś albo wiecie gdzie można nabyć modele ME Bf 110 W skali 1:144 to dajcie znać. Bo jedyne oferty jakie znalazłem znajdują się w USA i koszt przesyłki zabija cały sens zamawiania. Pierwsze testy zasad podstawowych zostały zrobione, a w planach mam już zasady zaawansowane z dodatkowymi aspektami gry, ubarwiające i rozszerzające rozgrywki. 

Michor poruszył lawinę! Swoją rozgrywką ze mną w Mordheima spowodował, że zewsząd dostaję deklaracje chętnych do grania. Rozpatrywane są gangi Undead i Carnival of chaos, zakupieni zostali Witch Hunterzy. Ja sam oczywiście nie mogę się zdecydować czym chciałbym zagrać. Więc jak zwykle łapie kilka srok za ogon!  W jednym z komentarzy do battlereportu dostałem propozycję zapoznania się z zasadami do Warheima i to właśnie planuję robić w najbliższy weekend. Dodatkowo poprosiłem o rade znajomego architekta (pozdrawiam Hipola) o polecenie jakiegoś programu do projektowania szkiców budynków, zakupiłem trochę materiałów budowlanych i jestem już po pierwszych testach na żywej tkance – żona nie była zachwycona widząc co nowego pojawiło się na szafach! Ale projekt Mordheim reaktywacja poszedł w ruch.

A na „nieszczęście” po moim apelu dotyczącym Flames of War, zjawiło się dwóch chętnych i w przyszłym tygodniu gram (chyba) pierwszą potyczkę w ten system od niepamiętnych czasów.
A  ze apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na dnie mojego umysłu pojawił się Gothic. Na razie walczę z tą myślą uporczywie ale jestem coraz słabszy. Głosy w mojej głowie są coraz głośniejsze. Dziwne ssanie w żołądku narasta – a nie! to był głód – zażegnałem kryzys kanapką! :-)

A w międzyczasie pojawił się kolejny pomysł na planszóweczkę/RPG  w klimatach Warhammer Quest. Pierwsze kroki już zrobione, materiały zakupione zobaczymy co z tego wyjdzie.

Tak, że jesień zapowiada się owocnie. I tylko czasu brak!!!


Pozdrawiam.  

czwartek, 24 września 2015

Mordheim?!? Jak to Mordheim?!?

Heyka!




Michor nie przestaje mnie ostatnio zaskakiwać. I to w pozytywnym słowa tego znaczeniu. Nie dość, że rozegraliśmy ostatnio bitwę w WH40K, za którym zdążyłem się już stęsknić, to wczoraj zaskoczył mnie zupełnie. Na pytanie w co ma ochotę zagrać, odpowiedział po prostu - Mordheim.
Ale jak to Mordheim? - pomyślałem. Przecież nie mam nic gotowego do Mordheima, sprzedałem większość figurek. Pozbyłem się budynków. Co prawda Werter zapoczątkował akcję Mordheim - resurection. W związku z wycofaniem Warhammera z rynku stwierdziliśmy, że pasowałoby kupić kilka zestawów, póki jeszcze są dostępne na rynku. Ale sprawa jest w powijakach. Modele nawet z ramek nie ruszone a jedyne co zrobiłem to jedną marną podstawkę z brukiem... No tym to nie zagram!



Czas na prace archeologiczne. Szukamy Orków. Bo czego jak czego ale Orka, w mojej piwnicy, można znaleźć na każdej półce! Jest ich tam więcej niż szczurów (prawdziwych - nie skavenów) - a w Nowej Hucie to jest to niezłe osiągnięcie. Szukam, szukam bo wiem, że gdzieś są. I wreszcie znalazłem. Organizer z resztkami do Mordheima. A w nim sklejony Orc Warband - "Krognak Skullsmasha Boyz!"



Michor pojawił się z synkiem - Jeremim. I dowiedziałem się co stało za pomysłem Mordheima. Otóż swego czasu Michor kupił starter do Warhammera - Island of Blood. Gra nie wypaliła, nie ma z kim grać. Więc  przekazał figurki synowi - Niech się uczy malować, będę miał mniej roboty - powiedział. No i Jeremi pomalował figurki.  Czyli są lepiej pomalowane od moich. ;-P Jako, że armii do Warhammera nie posiadam to padł pomysł Mordheim.
Jedyne budynki jakie mam do dyspozycji są do WH40K, więc mieliśmy dylemat. Albo gramy w terenie z 40tysiąclecia, albo idziemy w "Empire in Flames - A wilderness expansion for Mordheim". Wybór był oczywisty. Z tym, że dodatku nie miałem przygotowanego więc scenariusze graliśmy z podręcznika głównego.



Przygotowaliśmy teren, wylosowaliśmy strony rozstawienia. Rozstawiliśmy modele. I dowiedziałem się, że to pierwsza rozgrywka Michora w Mordheima, więc zaczynamy naukę. A jako, że instruktorami będą Orki, nie będzie taryfy ulgowej!

Boss Krognak dowiedział się, że karawana kupiecka przejeżdża przez jego ziemie. Obecnie przebywa w wiosce znajdującej się na granicy jego terytorium. Jako, że już dawno miał się rozprawić z tymi żałosnymi ludzikami, którzy ośmielili osiedlić się na jego ziemiach, postanowił zaatakować teraz, i upiec (hehe pieczona ludzina) dwie pieczenie na jednym ogniu. To czego nie wiedział to to, że karawana wraca ze zniszczonego miasta Mordheim. Śledzona  jest przez skavenów. A w skrzyniach ze skarbami znajdują się kawałki wyrdstona. Uciekający kupiec zbliżył się do przełęczy i zauważył nadciągające orki. Wiedząc, że skaveny są tuż za nim, postanowił ratować swoje życie porzucając skarb na pastwę wrogów.
- Niech walczą między sobą o skarb a ja będę miał więcej czasu na ucieczkę - pomyślał kupiec.




Uwielbiam squigi, więc w rozpisce wziąłem maksymalną ich ilość - pięć milutkich, oślizgłych, skaczących, kuleczek z wielkimi zębiskami! Do pilnowania tej radosnej gromadki potrzebowałem minimum pięciu goblinów. Cztery dostały krótkie łuki w swoje wredne łapki, a jeden Squig Prodder. Urocze urządzonko pozwalające kontrolować Squigi na większą odległość. Oczywiście Orc Boss Krognak Skullsmasha, i dwa Big Uny. Listę herosów zamykał Szaman. Resztę GC wydałem na dwóch zwykłych Boyzów.  Imponująca liczba wojowników ale miałem walczyć ze Skavenami więc spodziewałem się hordy szczurów. 



Szczury były tylko hordy zabrakło... :-) Więc na placu boju Pojawił się Assasin adept Adept Zabójca! Bo Michor dorwał gdzieś polskie tłumaczenie Mordheima i ranił moje uszy polskimi nazwami jednostek. A więc był tam Adept Zabójca z pistoletem spaczeniowym, w towarzystwie swojego pupila Szczóroogra (pisownia oryginalna z pdf-a) . Obok nich Szczurze Dziecko (?) (od "szczurzych dzieci" z pdf-a)



A po drugiej stronie Czarodziej Eshin i dwóch Nocnych Gońców. No nic trzeba będzie się przestawić. Przeżyłem "Rzeźbiczachę" w Dawn of War, przeżyję to. 
Celem misji było zebranie czterech, porozrzucanych przez uciekającego kupca wyrdstone-ów, no i oczywiście przegonienie bandy przeciwnika. 



Boss Krognak z chłopakami dotarł do wioski. Dookoła panowała cisza i spokój.
- Erg?!? Mała być ludzina - warknął Zlog, jeden z Big 'Unów.
- Zawrzyj gębę bo stracisz kły! - Krognak postanowił być asertywny.
- Patrzaj co tam z lasu wyłazi - Boss wskazał na drugą stronę wioski.
- Obiecałem dobrą bitkę, i dobrą bitkę dostaniecie! – ryknął.
Z lasu wylazł Rat ogre. Rozejrzał się na boki i zaryczał przeraźliwie.
- Dobra chłopaki brać tego wielkiego! Kto pierwszy ten lepszy! Ostatni jest zgniłym snotem!


 Parafrazując znany kabaret - I ruszyli! W pierwszym rzędzie Squigi i gobliny, zaraz za nimi reszta chłopaków. Cała banda orków rzuciła się do przodu. 



Szaman Urgurg zawsze był dziwnym orkiem. Nie do końca skupiony na samej walce zauważył, że dwóch mniejszych skavenów zbiera z pola bitwy jakieś podejrzanie świecące kamienie. Na środku drogi zauważył jeszcze jeden taki kamień, a na wzgórzu nieopodal, spostrzegł jeszcze jedną zielonkawą poświatę. W głowie zakołatała mu szalona myśl – może skaveny przyszły tu po te kamyczki a nie na bitkę. Jego orcza natura z miejsca odrzuciła ten niedorzeczny koncept. Jednak Urgurg nie na darmo został szamanem, i jego bebechy podpowiadały mu, że ma rację.

Skaveny korzystając ze swojej szybkości i zwinności też parły do przodu. Jednak gdy orki parły po prostu w kierunku wroga, szczury miały swój plan. Night runners mieli za zadanie zebrać jak najwięcej spacz-kamieni. Rat Ogre miał zatrzymać orki w walce gdy reszta skavenów zajmie się penetrowaniem pola bitwy.




W swej niezmierzonej mądrości Boss Krognak wysłał kilku wojowników bokiem, licząc, że skaveni zachowają się jak na kulturalnych wojowników przystało i wyjdą im naprzeciw. Jednak Night Runnersi po wykonaniu zadania i zebraniu dwóch wyrdstone-ów wycofali się do tyłu pozostawiając zdegustowane orki dosłownie w lesie. Jeden z nich poczuł się tym tak urażony, że wyrzucił 6 na tabeli animozji i wyrwał się ostro do przodu, goniąc uciekające szczury i rzucając w nich obelgami!




W środku pola sytuacja zagęściła się znacznie. Niczym na dobrym Westernie obie strony spotkały się na głównej ulicy. Orkom pasowało takie podejście. Jednak sprytne skaveny wykorzystały sytuację, złapały wyrdstonea ze środka drogi, i próbowały uciec. Szaman orków zainteresował się kamieniami na tyle, że postanowił zebrać jednego dla siebie.



Jednak na ucieczkę było już za późno. I skaveni zorientowali się , że muszą walczyć. Ponadto Assasin adept był tak zdeterminowany, chęcią odebrania ostatniego kamienia orkom, że popełnił błąd i stawił im czoła w otwartej walce. 





Orki chętnie przystały na taką bitkę, jednak z typowo orczą odwagą na pierwszy ogień posłali squigi i gobliny. A bohaterowie orków szykowali się do kontrataku.




Night runnerzy kontynuowali ucieczkę, i starali połączyć się z pozostałymi skavenami.






I zaczęła się walka. Assasin adept wystrzelił ze swojego pistoletu do jednego ze squigów, zostawiając w ciele stwora potworną dziurę. Squig został wyłączony z akcji. Rat ogre jednym ciosem wyeliminował drugiego squiga. Eshin sorcerer próbował powtórzyć jego wyczyn, jednak squig okazał się zbyt twardym dla niego przeciwnikiem. I sorcerer padł na twarzą na bruk.




Kontra orków była brutalna. Boss w typowo orczy sposób wybrał sobie największego przeciwnika. Jego sprytny poplecznik wybrał łatwiejszy cel i wyłączył skavewńskiego czarodzieja z akcji. Największy ze squigów, ten który położył czarodzieja w morderczej furii rzucił się na lidera skavenów. Reszta szczurzych wojowników postanowiła trzymać się z dala od tej brutalnej walki.




Night runnerzy wspięli się na budynek. I zaczęli obrzucać orków kamieniami z procy. A widząc, że orki mają problemy ze wspinaczką wyraźnie zaczęli z nich drwić i prowokować!




Orki, słysząc zawołanie bitewne Bossa, zignorowały natrętów i pobiegły na pomoc Krognakowi. W środku pola nie wyglądało to najlepiej. Krognak został na chwilę zwalony z nóg, jednak Rat ogre to za mało na orkowskiego Bossa! Tak naprawdę to nawet trochę za dużo – ale nie podważajmy pozycji Krognaka bo walnie nas w kły… Walka z Rat ogrem bardziej przypominała oblężenie niż zwykła potyczkę. Na jego cielsko sypał się grad ciosów, jednak stwór pozostawał niewzruszony, raz za razem posyłając kogoś na bruk. Było coraz mniej goblinów do posłania pod ciosy potwora. 



Szczęście uśmiechnęło się do orków gdzieś indziej. Oszalały squig wreszcie złapał skaveńskiego lidera za futro. Kłapnął zębiskami i posłał go nieprzytomnego na ziemię. Następnie złapał jego ciało w pysk i zaczął potrząsać nim jak szmatą!  Rat ogre, widząc upadek swojego pana wrzasnął żałośnie, i strącił oblegających go wrogów. Złapał to co zostało ze skaveńskiego lidera, pod drugą pachę wziął nieprzytomne ciało czarodzieja i uciekł w las. Reszta skavenów podążyła jego śladem. 
 
- EJ! Wracać tu! Bitka jeszcze nie skończona! – wołał za nimi Krognak.
- Czy ja pozwoliłem im uciekać? Gonic ich!!! – Boss rozejrzał się dookoła.
Powalone gobliny zbierały się z ziemi. Dwa squigi przypominały plamę na bruku, a jeden miał wielka dziurę w samym środku tułowia. On sam też nie czuł się najlepiej. Big un stojący z boku zaczął się uważnie przyglądać Bossowi. Widział w jego oczach wahanie - wyzwać Bossa już teraz czy poczekać na lepszy moment. Krognak złapał najbliżej stojącego goblina, i wściekły rzucił nim za uciekającymi.
- Zbierać swoje zielone dupy do drogi! – wydał rozkaz – ścigamy te pokraki. Tam gdzie uciekają na pewno będzie dobra bitka!!!
- I więcej tych zielonkawych kamieni – pomyślał szaman, chowając znaleziony skarb za pazuchę.
Za lasem było rozdroże. Obok pochyłego drzewa stał połamany drogowskaz. Ktoś dawno temu do drogowskazu przybił jakiegoś nieszczęśnika. Teraz jego szkielet wskazywał drogę Na tablicy wiszącej na jego szyi ledwo dało się odczytać napis:



„MORDHEIM 5 MIL”