Heyka
Parę dni temu informowałem, że Prodos Games zapowiedziało wydanie nowego startera do Bauhausu. Spodziewałem się, że trochę im zejdzie. A tu taka niespodzianka. Modele już są! Na dodatek wyglądają fantastycznie!
Dla przypomnienia zdjęcie wyrenderowanych komputerowo modeli.
Kurde. Nieźle wychodzi im przenoszenie tych wzorów komputerowych na rzeczywiste modele! Ale to nie wszystko. Pojawiły się zdjęcia nowych wzorów Wenusjańskich Zwiadowców.
Wreszcie są kaptury! No i płaszcze wyglądają jak płaszcze a nie jak porwane derki zarzucone na grzbiety.
A wisienką na torcie są nowi Mirrorman do Cybertroniku.
Dla porównania stare wzory.
Cóż po tym co widzę wydaje mi się że w warzona weszliśmy kilka miesięcy za wcześnie... Fajnie że wymieniają wzornictwo na nowe, szczególnie modeli, które nie do końca spełniały wymagania estetyczne graczy. Z drugiej strony jestem w tej grupie osób, które czują się trochę oszukane faktem, że nie informowali o tym, że modele z kickstartera nie są finalnymi wersjami!
Pozdro.
środa, 15 października 2014
poniedziałek, 13 października 2014
Stało się! X-wing został rozdziewiczony. Powiem więcej. Wykupiliśmy
cały zapas starterów w Vanaheimie :-) Hipol kupił jeden, Michor
drugi, A trzeci pan B. - jakiś znajomy Michora, który
postanowił wkręcić się w Bitewniaki. Dla mnie już zabrakło, ale od
czego mamy Alledrogo. Tak, że przesyłka w drodze. A w dniu
dzisiejszym rozegraliśmy z Hipolem trzeci (chyba) scenariusz ze
startera. Pierwsze wrażenia? GREAT!!! Z tym, że źle
zaklasyfikowałem ten tytuł, jako bitewniaka. Bo tej grze chyba
bliżej do planszówek niż do klasycznych gier Bitewnych. Ale trzeba
przyznać, że rozgrywka jest dokładnie taka jak się spodziewałem.
Szybka – pierwszą grę rozegraliśmy w jakieś pół godziny. Prosta –
nie czytając zasad i nie spędzając tygodni na planowaniu,
skutecznie wskoczyłem za stery X-winga. Przyjemna – ogólne wrażenia
z gry sprawiły mi dużo radości. Miałem dobre porównanie, bo później
rozegraliśmy partyjkę w Flames of War, gdzie grając, wcale nie na
jakieś duże punkty, (1000 na stronę) graliśmy 4 godziny, średnio,
co 3 minuty zerkając do podręcznika w poszukiwaniu konkretnych
zasad! Na dodatek zabrakło czasu żeby dokończyć, więc nie wiemy,
kto wygrał. :-) (Hipolit był bliższy zwycięstwa, więc honorowo
oddaję partię). Wracam do X-winga. Do pełni szczęścia zabrakło
tylko jakiejś maty anty-poślizgowej, bo na blacie stołu strasznie
się wszystko ślizgało. Nie było to mega uciążliwe, ale mata z
jakimś fajnym tłem byłaby na miejscu. Znalazłem, co prawda maty do
x-winga na allegro, ale są za bardzo! :-) Tzn. jest tam za dużo
kosmosu – klasyczne czarne tło z lekkimi gwiazdami byłoby lepsze
niż piękne zdjęcie mgławicy czy wręcz całej galaktyki :-p Na
uznanie zasługuje też, jakość wykonania wszystkich elementów.
Bardzo gruby karton, na dodatek drukowany obustronnie. Piękne,
szczegółowe modele myśliwców. Na dodatek wcale nieźle pomalowane
fabrycznie. A jak sama rozgrywka?
Luke Skywalker zagubiony w polu
asteroidów. Uszkodzony X-wing. I dwóch pilotów TIE fighterów
szukających łatwej zdobyczy. Początek scenariusza nie nastawiał
mnie pozytywnie, co do wyniku bitwy. Nie dość, że przeciwnik miał
przewagę liczebną, przewagę w ptsach, to jeszcze po zestrzeleniu
jednego TIE na jego miejsce z rezerw pojawiał się następny. A
jeszcze X-wing Lucka był uszkodzony i mimo, że R2D2 robił, co mógł
to do odzyskania pełnej sterowności pozostawało 5 tur morderczej
walki. Jedynie to, że TIE zaczynały po przeciwnych stronach stołu
dawało jakieś nadzieję. Jeden z pilotów Hipola postanowił nie
czekać na kolegę i ostro zaatakował Luka, który nie wyczuwając
jeszcze maszyny wpakował się na asteroid. Na szczęście obyło się
bez kolizji i padły pierwsze strzały. Luke rozkojarzony przez uniki
nie trafił swojego celu, natomiast pilot TIE fightera miał więcej
szczęścia i zniszczył jedną osłonę X-winga. Drugi pilot imperium na
pełnej prędkości skracał dystans dzielący go od walczących. Wykonując ciasny zwrot Luke ustawił się na pozycji do ataku, jednak
sam znalazł się w polu ostrzału obu TIE. Jedynie wrodzone
umiejętności bohatera rebelii uchroniły go przed zniszczeniem, ale
i tak stracił drugą osłonę. Jednak tym razem postarał się, żeby
jego lasery także sięgnęły celu i jeden z TIE został trafiony
krytycznie - pilot został ranny, nie mogąc korzystać ze swoich
zdolności do końca bitwy. Oba TIE fightery wykonały pętlę
zmieniając kierunek lotu. Na szczęście chcąc utrzymać X-winga w
polu ostrzału zrobiły to za szeroko i Luke mógł to wykorzystać
zwiększając odległość od Myśliwca za plecami a zmniejszając do tego
w celowniku. Wymiana ognia nie przebiegła po myśli młodego pilota
rebelii i jego X-wing został trafiony krytycznie, tracąc część
możliwości bojowych. Kolejna tura to duży błąd Hipolita, który źle
wymierzył ruch pierwszego myśliwca i wpakował się na X-winga.
Wykonując rozpaczliwy manewr unikowy pilot Imperium zaleciał drogę
swojemu koledze i oba TIE utknęły. Luke korzystając z okazji
odskoczył od walczących. Skupił się na unikach dając R2 czas na
zakończenie prac naprawczych. Kilka wiązek lasera przeleciało
niegroźnie obok X-winga. Następne tury to pełna moc X-winga w
kierunku granicy pola asteroidów, aby skoczyć w nadprzestrzeń. TIE
fightery rozpoczęły rozpaczliwą pogoń jednak X-wing, korzystając
już z pełnych możliwości manewrowych nie dał się łatwo dogonić. W
ostatniej turze Hipol spróbował ryzykownego manewru pościgowego,
blisko jednego z asteroidów. Pilot Imperium ranny w potyczce i zbyt
skupiony na uzyskaniu dobrej pozycji do strzału uderzył w kawałek
kosmicznego śmiecia! Luke zostawił za sobą chmurę eksplozji i
skoczył w nadprzestrzeń, wygrywając grę.
Myślę, że kluczowa była tura, w której oba TIE wleciały sobie na
kurs. Hipol nie mógł wykonać akcji, co dało mi możliwość
odskoczenia. Kolejna sprawa to krytyk, który zebrałem na X-wingu.
Gdybym miał pełne możliwości bojowe i w perspektywie jednej tury
odzyskanie sprawności manewrowej, pewnie zdecydowałbym się na
jeszcze jedno przejście ogniowe z myśliwcami Imperium. Skończyłoby
się to zapewne zwycięstwem Hipola gdyż nawet niszcząc jednego z TIE
fighterów dostałbym ostrzał z drugiego, a w następnej turze stratę
uzupełniłby całkiem świeżym pilotem z rezerw. I to jeszcze na
drodze X-winga do najbliższej krawędzi. W najlepszym wypadku
skończyłbym z jednym TIE na plecach i jednym na wymianie ogniowej
od przodu.
Nie mogę doczekać się kolejnych potyczek. Rozmawiałem z Hipolem na
temat wielkości potyczek i wiem, że nie tylko Hipol ma ochotę na
pełnowymiarowe potyczki z udziałem nawet większych statków. Ja
jednak chciałbym utrzymać ten system w ryzach i upieram się przy
rozgrywkach mini. 5-6 statków na stronę to moim zdaniem idealne
wielkość rozgrywki, żeby skorzystać z największych zalet tego
systemu, – czyli szybkości i prostoty rozgrywki. Ale miło wiedzieć,
że można w razie chęci pójść krok dalej. A na dodatek stół u mnie w
dużym pokoju okazał się pełnowymiarowy do tej gierki, więc można
nie sprzątając stołu w piwniczce cieszyć się tą prostą rozgrywką :-) Nie wiem jeszcze, co na to żona, ale… Na Magic the Gathering
już ją kiedyś namówiłem ;-D a wczoraj oglądnęła ze mną „Imperium
kontratakuje” i bardzo się starała żebym nie poznał, że się trochę
wciągnęła… Tylko Chewbacca ją denerwuje…
Pozdro.
sobota, 11 października 2014
Warzone house rules?
Heyka!
Wczoraj udało się rozegrać bitwę z Michorem w Warzona. Capitol zmierzył się z Mishimą. Jak nam poszło napiszę później a na początek echa z posta "Lucky" problem oraz kilka luźnych przemyśleń co do samego systemu Warzone... Otóż Stwierdziliśmy wczoraj we trzech, (po drodze przyplątał się Hipolit) ;-) że system cierpi dalej na tzw. choroby wieku dziecięcego. Co mam przez to na myśli? Chodzi mi o problemy wynikające zarówno z nie do końca przemyślanych zasad, jak i problemy z balansem niektórych jednostek, ale także usterki czysto techniczne. Według mnie są to jak najbardziej zrozumiałe problemy, i patrząc na lidera gier bitewnych (GW nie może poradzić sobie z własnymi zasadami już od około 30 lat) ;-) całkiem zrozumiałe. Nikt nie rodzi się doskonały, ale patrząc na podejście Prodos Games do tematu mam nadzieję że wyjdą szybko na prostą. Jednak zanim to nastąpi, proponuję ustalić i wprowadzić w życie kilka "HOUSE RULES", które przedyskutujemy wspólnie aby poprawić sobie fun z gry!
Na start - "Lucky problem". Misiek stwierdził i ja się po części z nim zgadzam, że "jedynka" jest trochę zbyt potężna. Ja jako rozwiązanie tego problemu zaproponuję pod dyskusję taką modyfikację do tej zasady: można testować "Impenetrable Armour" przeciwko "Power Shot". Normal armour i Heal test dalej nie można testować.
Druga sprawa to balans poszczególnych jednostek. Pierwszy przykład jaki RZUCIŁ mi się w oczy (doceńcie grę słów) to ładunki C4 u Wolnych Marines Capitolu. To moja jednostka ale przegiętość tej zasady w formie w jakiej występuje obecnie koli mnie w oczy! Moja propozycja zmiany: Każdy wolny marines (model nie oddział) dysponuje TYLKO JEDNYM ładunkiem C4 i po wykorzystaniu nie może więcej używać tej zasady.
Kolejna sprawa - karty. Po rozegraniu kilku gier okazuje się że niektóre karty wpływają na rozgrywkę w trochę większym stopniu niż można by przypuszczać. Potyczkę z Michorem praktycznie wygrałem kartami a modele na stole pełniły jedynie rolę plutonu egzekucyjnego, co nie do końca zgadza się z moim poczuciem odnośnie gier BITEWNYCH. Inna sprawa to te drobne niuanse z niektórymi kartami, które wytrącają tempo rozgrywki gdy zaczynamy się zastanawiać jak ta karta właściwie działa. Dobrym przykładem są "sentry guny" z Imperialu. Podczas jednej z rozgrywek spędziliśmy z 15 minut zastanawiając się ile mają RS, i po długich poszukiwaniach wynik ustaliliśmy za pomocą D20! Podczas potyczki z Michorem zagrał kartę z auto-hitem w jednostkę z tarczą energetyczną. I powstało pytanie z jakiego facingu dostaje ten atak. (jeżeli od przodu to ma pancerz 14 jeżeli tylny to 10 i oczywiście rzuciłem 14 więc miało to znaczenie) Rozwiązaliśmy sprawę znowu za pomocą rzutu D20. I takich przykładów można mnożyć na pęczki.
Zaproponuję dwa podejścia do tematu kart. Pierwsze to granie za zasady podstawowe, bez użycia kart. Rozwiązuje to od ręki wszystkie problemy z kartami w stylu Kononowicza! I ja osobiście jestem za tym rozwiązaniem. Jest proste i eleganckie. Jednak zabiera trochę głębi z rozgrywki. Drugie podejście to modyfikacja już istniejących zasad, tak żeby były bardziej dla nas bardziej grywalne. I tu też mam kilka propozycji.
Po pierwsze: GEAR CARDS można zagrywać jedynie na własne modele!
Po drugie: limit zagrywania tylko jednej karty na stronę, na aktywację jednostki - czyli gracz 1 aktywuje jednostkę i może zagrać JEDNĄ kartę na tą jednostkę, następnie gracz 2 może na tą jednostkę zagrać JEDNĄ kartę. Potem gracz 2 aktywuje jednostkę i może zagrać JEDNĄ kartę na tą jednostkę, po czym gracz 1 może zagrać JEDNĄ swoją kartę na tą jednostkę.
Ok na razie tyle pomysłów. Jeżeli tylko komuś z Was przyjdą do głowy jakieś modyfikacje albo będzie miał coś do powiedzenia na temat zaproponowanych przeze mnie pomysłów, bardzo proszę o komentarz.
A teraz w kilku słowach na temat potyczki. Wystawiliśmy jak ja to nazywam armie przekrojowe, tzn takie gdzie każdego typu jednostki reprezentuje jedynie jeden oddział. Warlordem Michora został snajper Mishimy kapitan Hiroko. Do tego dwie jednostki Roninów, jedna Hatamoto, trzech Tiger Dragonów, oraz Meka. Po stronie Capitolu Warlord (Tech Warlord Ciężkiej Piechoty z tarczą i chainswordem) dowodził oddziałem Ciężkiej Piechoty z Iron Lady, Orką, oddziałem Wolnych Marines, oraz Lekka Piechota.
Misja polegała na przejściu ponad połowy jednostek (właściwie 50% punktów) do strefy rozstawienia przeciwnika. Co faworyzowało Mishime, jako że i tak dążą do zwarcia. Pierwsza aktywacja i już karty wkroczyły do gry i okazało się, że Meka ma uszkodzoną chłodnicę i ma problemy z poruszaniem (Karta) a Kapitan Hiroko zapomniał normalnej amunicji i jego karabin snajperski załadowany jest śrutem(!) (Karta). Pomimo Trudności Mishima ruszyła do przodu, jednak nie doceniła Zasięgu broni Capitolu! Michor trochę za bardzo chciał skrócić dystans i zagrał trochę po "orkowemu" czyli na maxa do przodu co zemściło się w następnej turze! Orka wypatrzyła oddział Roninów za górką, który dla każdej innej jednostki byłby niewidoczny, i otworzyła ogień z wyrzutni rakiet zabijając ponad połowę oddziału. Ronini nie zdali testu i padli na ziemię spinowani przez ostrzał. Ciężkiej Piechocie też udało się wypatrzeć między budynkami kilku Hatamoto i samą ilością strzałów powalili dwóch wojowników na ziemię. Druga tura i znowu karty! Na początek Marsjańskie trzęsienie ziemi na Wenus(!) (KARTA) i wszystkie modele mają wartość M zmniejszoną o 3" co praktycznie sparaliżowało Mishime. A jako że po pierwszej turze nie mieli najlepszej pozycji, pozwoliło to Capitolowi niemiłosiernie wykorzystać przewagę siły ognia. Meka dalej borykała się z chłodnicą (KARTA!) i nie dała rady wspomóż reszty armii. Udało się jej ostrzelać Warlorda Capitolu jednak kombinacja tarczy i osłony lekkiej piechoty zadziałała skutecznie. W międzyczasie Wolni Marines podkradali się na pozycję do ataku. Na koniec tury z cienia wyłonili się Tiger Dragoni i zastrzelili jednego Ciężkiego Piechura. Jednak rozrzut podczas rozstawiania z Rapid Deployment zemścił się na nich moment później. Capitol wygrał inicjatywę i Wolni Marines ruszyli do niespodziewanego ataku obrzucając pozycję Mishimy ładunkami C4. Gdy opadł dym okazało się że Mishima została zdziesiątkowana! Ratować sytuację próbował Hirko ale gdy spozycjonował się do wykorzystania wzornika strzelby odrzuciłem mu tą kartę i zastrzelił tylko jednego Marinsa! Orka w międzyczasie wypatrzyła go w oknie i ostrzelała z działka przeciwpancernego zadając mu dwie rany. Meka próbował wpłynąć jeszcze na los bitwy ale udało jej się dopaść zaledwie dwóch lekkich piechurów. Capitol dzięki KARCIE(!) po raz kolejny wygrał inicjatywę. I zaczęło się czyszczenie pola bitwy. Wolni marines Wyjaśnili sprawę zabijając Warlorda, ostatniego Hatomoto i ostatniego Tiger Dragona. Na stole pozostała tylko Meka, która dopadła Warlorda w walce wręcz. Tarcza energetyczna okazała się dobrym zakupem i Warlord odpowiedział swoimi atakami. Wraz ze wsparciem udzielonym przez Ciężką Piechotę z bagnetami rozłożyli Mekę na czynniki pierwsze, kończąc bitwę.
Pozdro.
Wczoraj udało się rozegrać bitwę z Michorem w Warzona. Capitol zmierzył się z Mishimą. Jak nam poszło napiszę później a na początek echa z posta "Lucky" problem oraz kilka luźnych przemyśleń co do samego systemu Warzone... Otóż Stwierdziliśmy wczoraj we trzech, (po drodze przyplątał się Hipolit) ;-) że system cierpi dalej na tzw. choroby wieku dziecięcego. Co mam przez to na myśli? Chodzi mi o problemy wynikające zarówno z nie do końca przemyślanych zasad, jak i problemy z balansem niektórych jednostek, ale także usterki czysto techniczne. Według mnie są to jak najbardziej zrozumiałe problemy, i patrząc na lidera gier bitewnych (GW nie może poradzić sobie z własnymi zasadami już od około 30 lat) ;-) całkiem zrozumiałe. Nikt nie rodzi się doskonały, ale patrząc na podejście Prodos Games do tematu mam nadzieję że wyjdą szybko na prostą. Jednak zanim to nastąpi, proponuję ustalić i wprowadzić w życie kilka "HOUSE RULES", które przedyskutujemy wspólnie aby poprawić sobie fun z gry!
Na start - "Lucky problem". Misiek stwierdził i ja się po części z nim zgadzam, że "jedynka" jest trochę zbyt potężna. Ja jako rozwiązanie tego problemu zaproponuję pod dyskusję taką modyfikację do tej zasady: można testować "Impenetrable Armour" przeciwko "Power Shot". Normal armour i Heal test dalej nie można testować.
Druga sprawa to balans poszczególnych jednostek. Pierwszy przykład jaki RZUCIŁ mi się w oczy (doceńcie grę słów) to ładunki C4 u Wolnych Marines Capitolu. To moja jednostka ale przegiętość tej zasady w formie w jakiej występuje obecnie koli mnie w oczy! Moja propozycja zmiany: Każdy wolny marines (model nie oddział) dysponuje TYLKO JEDNYM ładunkiem C4 i po wykorzystaniu nie może więcej używać tej zasady.
Kolejna sprawa - karty. Po rozegraniu kilku gier okazuje się że niektóre karty wpływają na rozgrywkę w trochę większym stopniu niż można by przypuszczać. Potyczkę z Michorem praktycznie wygrałem kartami a modele na stole pełniły jedynie rolę plutonu egzekucyjnego, co nie do końca zgadza się z moim poczuciem odnośnie gier BITEWNYCH. Inna sprawa to te drobne niuanse z niektórymi kartami, które wytrącają tempo rozgrywki gdy zaczynamy się zastanawiać jak ta karta właściwie działa. Dobrym przykładem są "sentry guny" z Imperialu. Podczas jednej z rozgrywek spędziliśmy z 15 minut zastanawiając się ile mają RS, i po długich poszukiwaniach wynik ustaliliśmy za pomocą D20! Podczas potyczki z Michorem zagrał kartę z auto-hitem w jednostkę z tarczą energetyczną. I powstało pytanie z jakiego facingu dostaje ten atak. (jeżeli od przodu to ma pancerz 14 jeżeli tylny to 10 i oczywiście rzuciłem 14 więc miało to znaczenie) Rozwiązaliśmy sprawę znowu za pomocą rzutu D20. I takich przykładów można mnożyć na pęczki.
Zaproponuję dwa podejścia do tematu kart. Pierwsze to granie za zasady podstawowe, bez użycia kart. Rozwiązuje to od ręki wszystkie problemy z kartami w stylu Kononowicza! I ja osobiście jestem za tym rozwiązaniem. Jest proste i eleganckie. Jednak zabiera trochę głębi z rozgrywki. Drugie podejście to modyfikacja już istniejących zasad, tak żeby były bardziej dla nas bardziej grywalne. I tu też mam kilka propozycji.
Po pierwsze: GEAR CARDS można zagrywać jedynie na własne modele!
Po drugie: limit zagrywania tylko jednej karty na stronę, na aktywację jednostki - czyli gracz 1 aktywuje jednostkę i może zagrać JEDNĄ kartę na tą jednostkę, następnie gracz 2 może na tą jednostkę zagrać JEDNĄ kartę. Potem gracz 2 aktywuje jednostkę i może zagrać JEDNĄ kartę na tą jednostkę, po czym gracz 1 może zagrać JEDNĄ swoją kartę na tą jednostkę.
Ok na razie tyle pomysłów. Jeżeli tylko komuś z Was przyjdą do głowy jakieś modyfikacje albo będzie miał coś do powiedzenia na temat zaproponowanych przeze mnie pomysłów, bardzo proszę o komentarz.
A teraz w kilku słowach na temat potyczki. Wystawiliśmy jak ja to nazywam armie przekrojowe, tzn takie gdzie każdego typu jednostki reprezentuje jedynie jeden oddział. Warlordem Michora został snajper Mishimy kapitan Hiroko. Do tego dwie jednostki Roninów, jedna Hatamoto, trzech Tiger Dragonów, oraz Meka. Po stronie Capitolu Warlord (Tech Warlord Ciężkiej Piechoty z tarczą i chainswordem) dowodził oddziałem Ciężkiej Piechoty z Iron Lady, Orką, oddziałem Wolnych Marines, oraz Lekka Piechota.
Misja polegała na przejściu ponad połowy jednostek (właściwie 50% punktów) do strefy rozstawienia przeciwnika. Co faworyzowało Mishime, jako że i tak dążą do zwarcia. Pierwsza aktywacja i już karty wkroczyły do gry i okazało się, że Meka ma uszkodzoną chłodnicę i ma problemy z poruszaniem (Karta) a Kapitan Hiroko zapomniał normalnej amunicji i jego karabin snajperski załadowany jest śrutem(!) (Karta). Pomimo Trudności Mishima ruszyła do przodu, jednak nie doceniła Zasięgu broni Capitolu! Michor trochę za bardzo chciał skrócić dystans i zagrał trochę po "orkowemu" czyli na maxa do przodu co zemściło się w następnej turze! Orka wypatrzyła oddział Roninów za górką, który dla każdej innej jednostki byłby niewidoczny, i otworzyła ogień z wyrzutni rakiet zabijając ponad połowę oddziału. Ronini nie zdali testu i padli na ziemię spinowani przez ostrzał. Ciężkiej Piechocie też udało się wypatrzeć między budynkami kilku Hatamoto i samą ilością strzałów powalili dwóch wojowników na ziemię. Druga tura i znowu karty! Na początek Marsjańskie trzęsienie ziemi na Wenus(!) (KARTA) i wszystkie modele mają wartość M zmniejszoną o 3" co praktycznie sparaliżowało Mishime. A jako że po pierwszej turze nie mieli najlepszej pozycji, pozwoliło to Capitolowi niemiłosiernie wykorzystać przewagę siły ognia. Meka dalej borykała się z chłodnicą (KARTA!) i nie dała rady wspomóż reszty armii. Udało się jej ostrzelać Warlorda Capitolu jednak kombinacja tarczy i osłony lekkiej piechoty zadziałała skutecznie. W międzyczasie Wolni Marines podkradali się na pozycję do ataku. Na koniec tury z cienia wyłonili się Tiger Dragoni i zastrzelili jednego Ciężkiego Piechura. Jednak rozrzut podczas rozstawiania z Rapid Deployment zemścił się na nich moment później. Capitol wygrał inicjatywę i Wolni Marines ruszyli do niespodziewanego ataku obrzucając pozycję Mishimy ładunkami C4. Gdy opadł dym okazało się że Mishima została zdziesiątkowana! Ratować sytuację próbował Hirko ale gdy spozycjonował się do wykorzystania wzornika strzelby odrzuciłem mu tą kartę i zastrzelił tylko jednego Marinsa! Orka w międzyczasie wypatrzyła go w oknie i ostrzelała z działka przeciwpancernego zadając mu dwie rany. Meka próbował wpłynąć jeszcze na los bitwy ale udało jej się dopaść zaledwie dwóch lekkich piechurów. Capitol dzięki KARCIE(!) po raz kolejny wygrał inicjatywę. I zaczęło się czyszczenie pola bitwy. Wolni marines Wyjaśnili sprawę zabijając Warlorda, ostatniego Hatomoto i ostatniego Tiger Dragona. Na stole pozostała tylko Meka, która dopadła Warlorda w walce wręcz. Tarcza energetyczna okazała się dobrym zakupem i Warlord odpowiedział swoimi atakami. Wraz ze wsparciem udzielonym przez Ciężką Piechotę z bagnetami rozłożyli Mekę na czynniki pierwsze, kończąc bitwę.
Pozdro.
czwartek, 9 października 2014
Powiew z przeszłości
Heyka
W domu sytuacja, przy której pustkowia Chaosu przypominają lazurowe wybrzeże. W progi moje zawitała TEŚCIOWA. I właśnie w tym momencie wraz z resztą rodziny usiłują rozwalić chałupę... Wiecie jak to jest młody zaczął się popisywać, a teściowa z żoną tylko go podjudzają! Ech trzeba trochę uciec i się zrelaksować.
Dorwałem się właśnie do pierwszego numeru MiMa! Odwlekałem ten moment jak najdłużej gdyż wiedziałem z czym się to wiąże... Trudno... I niestety tym razem nie pomyliłem się. :-( Na początek powiało nostalgią. Potem zapachniało trochę latami 90. (nawet puściłem sobie muzykę w klimacie na słuchawki) I szkoda, że na tym się skończyło... Otóż mogę to skomentować tylko jednym: Ale to już było i nie wróci więcej...
I pomimo, że w piosence pai Maryli da się słyszeć jakieś pozytywne przesłanie, tak w tym przypadku na nieszczęście tego przesłania nie zauważyłem. I nieważne jak mocno staralibyśmy się powrócić do tamtych wspaniałych lat to niestety czasu nie zawrócimy. I te wspaniałe momenty pozostaną tylko w Naszej pamięci... Hlip... Hlip...
No cóż dość owijania w bawełnę. Gdy pierwszy czar minął okazało się, że pismo jest słabe jak powyższa reklama. Naprawdę chciałem żeby było inaczej. Życzyłem sobie, żeby poruszyło we mnie dawno zapomniane pokłady chęci. Pragnąłem, żeby sprowokowało mnie do wymyślenia i poprowadzenia czegoś choć RPG - podobnego. Ale niestety artykuły w stylu: "Dziesięć grzechów larpowego Mistrza Gry" nie nastawiły mnie pozytywnie. "Grzechy główne organizatora konwentów" nie poprawiły sytuacji. A już ostatnim gwoździem do trumny był artykuł: "Larpowa kamasutra – techniki odgrywania seksu" No po prostu ręce mi opadły. Przyznam się szczerze, że nie doczytałem żadnego tekstu do końca. Kurde siedzę właśnie i próbuję znaleźć jakieś pozytywy. Wszyscy, którzy mnie znacie wiecie, że ze mnie raczej pozytywny gość. Jednak okazuje się, że pismo przypomina stronę internetową, której wcale nie chce czytać, bo nie znajduję w niej nic co mogłoby mnie zainteresować. No może "Dobrze wyglądamy i gramy po czterdziestce – to nie takie proste…" jednak ten artykuł tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że presiadka z RPG na Bitewniaki było słusznym posunięciem.
"Znalezienie raz w tygodniu kilku godzin na sesję może stać się wyzwaniem niezwykle trudnym. Tym bardziej, że klasyczne erpegi wymagają uczestnictwa kilku osób, które muszą przebywać w tym samym czasie i miejscu."
"… a w narracyjnych grach fabularnych jest gorzej. Tu potrzeba zaangażowania przynajmniej czterech, pięciu osób, a najlepiej wszystkich uczestników rozgrywki. I walka o to zaangażowanie jawi mi się jako najtrudniejsze wyzwanie stojące przed wszystkimi graczami. Powiedzmy sobie uczciwie, że erpegi wymagają więcej uwagi niż planszówki lub gry wideo. Tu świat tworzymy wspólnie, nie jest on nam narzucony przez planszę, karty czy obrazki na ekranie. Musimy wymyślić postać, oblec ją w liczby, poczuć klimat świata, wciągnąć się w fabułę. Jeśli rozpraszają nas biegające po mieszkaniu dzieciaki, jeżeli jesteśmy zmęczeni po kilku godzinach harówki, wreszcie gdy po prostu brak nam woli walki… wówczas trudno o zaangażowanie."
Właśnie... skąd my to znamy! Clou całego problemu z RPG w kilku prostych zdaniach.
Ok znalazłem jeden pozytyw! właśnie w słuchawkach leci mi Dżem "Wechikuł czasu", który przywołuje NAPRAWDĘ wiele wspaniałych wspomnień! :-)
Pozdrawiam wszystkich, którzy mają te same wspomnienia!
W domu sytuacja, przy której pustkowia Chaosu przypominają lazurowe wybrzeże. W progi moje zawitała TEŚCIOWA. I właśnie w tym momencie wraz z resztą rodziny usiłują rozwalić chałupę... Wiecie jak to jest młody zaczął się popisywać, a teściowa z żoną tylko go podjudzają! Ech trzeba trochę uciec i się zrelaksować.
Dorwałem się właśnie do pierwszego numeru MiMa! Odwlekałem ten moment jak najdłużej gdyż wiedziałem z czym się to wiąże... Trudno... I niestety tym razem nie pomyliłem się. :-( Na początek powiało nostalgią. Potem zapachniało trochę latami 90. (nawet puściłem sobie muzykę w klimacie na słuchawki) I szkoda, że na tym się skończyło... Otóż mogę to skomentować tylko jednym: Ale to już było i nie wróci więcej...
I pomimo, że w piosence pai Maryli da się słyszeć jakieś pozytywne przesłanie, tak w tym przypadku na nieszczęście tego przesłania nie zauważyłem. I nieważne jak mocno staralibyśmy się powrócić do tamtych wspaniałych lat to niestety czasu nie zawrócimy. I te wspaniałe momenty pozostaną tylko w Naszej pamięci... Hlip... Hlip...
No cóż dość owijania w bawełnę. Gdy pierwszy czar minął okazało się, że pismo jest słabe jak powyższa reklama. Naprawdę chciałem żeby było inaczej. Życzyłem sobie, żeby poruszyło we mnie dawno zapomniane pokłady chęci. Pragnąłem, żeby sprowokowało mnie do wymyślenia i poprowadzenia czegoś choć RPG - podobnego. Ale niestety artykuły w stylu: "Dziesięć grzechów larpowego Mistrza Gry" nie nastawiły mnie pozytywnie. "Grzechy główne organizatora konwentów" nie poprawiły sytuacji. A już ostatnim gwoździem do trumny był artykuł: "Larpowa kamasutra – techniki odgrywania seksu" No po prostu ręce mi opadły. Przyznam się szczerze, że nie doczytałem żadnego tekstu do końca. Kurde siedzę właśnie i próbuję znaleźć jakieś pozytywy. Wszyscy, którzy mnie znacie wiecie, że ze mnie raczej pozytywny gość. Jednak okazuje się, że pismo przypomina stronę internetową, której wcale nie chce czytać, bo nie znajduję w niej nic co mogłoby mnie zainteresować. No może "Dobrze wyglądamy i gramy po czterdziestce – to nie takie proste…" jednak ten artykuł tylko utwierdził mnie w przekonaniu, że presiadka z RPG na Bitewniaki było słusznym posunięciem.
"Znalezienie raz w tygodniu kilku godzin na sesję może stać się wyzwaniem niezwykle trudnym. Tym bardziej, że klasyczne erpegi wymagają uczestnictwa kilku osób, które muszą przebywać w tym samym czasie i miejscu."
"… a w narracyjnych grach fabularnych jest gorzej. Tu potrzeba zaangażowania przynajmniej czterech, pięciu osób, a najlepiej wszystkich uczestników rozgrywki. I walka o to zaangażowanie jawi mi się jako najtrudniejsze wyzwanie stojące przed wszystkimi graczami. Powiedzmy sobie uczciwie, że erpegi wymagają więcej uwagi niż planszówki lub gry wideo. Tu świat tworzymy wspólnie, nie jest on nam narzucony przez planszę, karty czy obrazki na ekranie. Musimy wymyślić postać, oblec ją w liczby, poczuć klimat świata, wciągnąć się w fabułę. Jeśli rozpraszają nas biegające po mieszkaniu dzieciaki, jeżeli jesteśmy zmęczeni po kilku godzinach harówki, wreszcie gdy po prostu brak nam woli walki… wówczas trudno o zaangażowanie."
Właśnie... skąd my to znamy! Clou całego problemu z RPG w kilku prostych zdaniach.
Ok znalazłem jeden pozytyw! właśnie w słuchawkach leci mi Dżem "Wechikuł czasu", który przywołuje NAPRAWDĘ wiele wspaniałych wspomnień! :-)
Pozdrawiam wszystkich, którzy mają te same wspomnienia!
środa, 8 października 2014
Dawno dawno temu w odległej galaktyce...
Heyka!
Dawno dawno temu w odległej galaktyce...
Tak to czasami bywa, że pewien ciąg przypadków doprowadza do nieoczekiwanego rezultatu. I tak było w tym przypadku. Otóż kilka pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeń doprowadziło mnie do napisania tego posta. Po pierwsze moja kochana żona wreszcie(!) zdecydowała się oglądnąć Star Warsy epizod IV. Już samo to byłoby powodem do osobnego posta, ale to nie wszystko. Młody oglądnął większość filmu z nami, wyszukał gdzieś maskotkę Stormtroopera, którą dostał od Miśka. A teraz biega w kółko robiąc PIUU PIUU PIUU a gdy ojciec odpowiedział ogniem TIUUU TIUU TIUU szturmowiec najpierw padł, potem musiał odczekać w kolejce do szpitala na wolne łóżko (no cóż młody ma 3 latka ale czasami rzeczywistość ogarnia lepiej od dorosłych) a gdy baranek, który był pierwszy w kolejce, skończył rehabilitację w szpitalu - szturmowiec dostał swoje łóżko. A młody prosi teraz o film z "robotiami" :-) Hmm to dwa. Trzy - w kanale Youtubowym dotyczącym gier bitewnych, który regularnie przeglądam zaczęły się pojawiać Battlereporty z gry X-wing. A na dodatek będąc na stronce Vanaheimu przeglądając Bolt Action przez przypadek kliknąłem zakładkę X-wing - CZTERY. Dość! - pomyślałem. Miarka się przebrała! Najwyraźniej Moc daje mi do zrozumienia że najwyższy czas zainteresować się X-wingiem! :-) Co prawda starucha szepczącego mi do ucha "play the X-wing" jeszcze nie słyszałem, ale wolę nie ryzykować. Więc. Poczytałem trochę, pooglądałem trochę na Youtubie. I pierwsze wrażenie miałem średnio korzystne! Otóż wyszło mi, że to kolejna gierka, w której bardziej od umiejętności gry liczy się umiejętne wykręcanie combosów przy tworzeniu rozpiski. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się że finał mistrzostw świata w 2013 roku, odbył się pomiędzy graczami, którzy praktycznie nie korzystali z pilotów imiennych!!! Do tego prawie nie korzystali z kart upgradów do swoich statków. A z czego korzystali? Otóż ciemna strona miała na stanie osiem Tie Fighterów z czego sześć to piloci prosto po akademii, a dwóch było imiennych. W takim razie rebelia pewnie miała Lucka Skywalkera i innych znanych pilotów? Otóż miejsce w finale znalazł tylko grubas z epizodu IV, który jako pierwszy i chyba jedyny daje się zestrzelić przez turbolasery! Zresztą w czasie finału nie poszło mu lepiej. <lol> Do tego gracz rebeli wystawił dwa B-wingi i jednego Rookie pilot X-winga. A cała potyczka rozegrała się w fazie planowania ruchów! no po prostu BAJKA! Na końcu posta link do tego finału ale to ponad godzina oglądania więc tylko dla zainteresowanych. Ale nie napisałem jeszcze co to za bydle ta gra X-wing. Otóż jest to gra symulująca pojedynki pilotów myśliwców w świecie gwiezdnych wojen.
Dla złapaniu klimatu, krótki filmik, prezentujący esencję o co w tej grze chodzi! :-)
Jeżeli ktoś zainteresowany jest zasadami i "jak się to je" to polecam poniższy filmik doskonale prezentujący wszystkie aspekty tej prostej gry.
Dodatkowym atutem przemawiającym za tą girką, jest to, że nie wymaga praktycznie żadnych dodatkowych inwestycji w tereny. A dodatkowo modele sprzedawane są od razu pomalowane! Co przy mojej kombinacji chęci/umiejętności/czasu jest doskonałym rozwiązaniem. Wychodzi na to, że może być jedyną grą w mojej kolekcji, do której będę miał pomalowane modele :-) A teraz pytanie do Was moi mili.
Czy ktoś z Was chciałby (bez żadnych inwestycji) zmierzyć się ze mną w tą w sumie prościutką gierkę?
Bo jeżeli znajdzie się jakiś chętny to z wielką ochotą zakupię starter na próbę. Zresztą modele strasznie mi się podobają i zawsze chciałem mieć na półeczce X-winga, więc pewnie i tak się skuszę!
Na koniec obiecany wcześniej finał 2013 World Championship.
Pozdrawiam.
P.S.Znalazłem jeszcze świetną anime w klimacie więc dorzucę ją tutaj.
Dawno dawno temu w odległej galaktyce...
Tak to czasami bywa, że pewien ciąg przypadków doprowadza do nieoczekiwanego rezultatu. I tak było w tym przypadku. Otóż kilka pozornie niezwiązanych ze sobą wydarzeń doprowadziło mnie do napisania tego posta. Po pierwsze moja kochana żona wreszcie(!) zdecydowała się oglądnąć Star Warsy epizod IV. Już samo to byłoby powodem do osobnego posta, ale to nie wszystko. Młody oglądnął większość filmu z nami, wyszukał gdzieś maskotkę Stormtroopera, którą dostał od Miśka. A teraz biega w kółko robiąc PIUU PIUU PIUU a gdy ojciec odpowiedział ogniem TIUUU TIUU TIUU szturmowiec najpierw padł, potem musiał odczekać w kolejce do szpitala na wolne łóżko (no cóż młody ma 3 latka ale czasami rzeczywistość ogarnia lepiej od dorosłych) a gdy baranek, który był pierwszy w kolejce, skończył rehabilitację w szpitalu - szturmowiec dostał swoje łóżko. A młody prosi teraz o film z "robotiami" :-) Hmm to dwa. Trzy - w kanale Youtubowym dotyczącym gier bitewnych, który regularnie przeglądam zaczęły się pojawiać Battlereporty z gry X-wing. A na dodatek będąc na stronce Vanaheimu przeglądając Bolt Action przez przypadek kliknąłem zakładkę X-wing - CZTERY. Dość! - pomyślałem. Miarka się przebrała! Najwyraźniej Moc daje mi do zrozumienia że najwyższy czas zainteresować się X-wingiem! :-) Co prawda starucha szepczącego mi do ucha "play the X-wing" jeszcze nie słyszałem, ale wolę nie ryzykować. Więc. Poczytałem trochę, pooglądałem trochę na Youtubie. I pierwsze wrażenie miałem średnio korzystne! Otóż wyszło mi, że to kolejna gierka, w której bardziej od umiejętności gry liczy się umiejętne wykręcanie combosów przy tworzeniu rozpiski. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy okazało się że finał mistrzostw świata w 2013 roku, odbył się pomiędzy graczami, którzy praktycznie nie korzystali z pilotów imiennych!!! Do tego prawie nie korzystali z kart upgradów do swoich statków. A z czego korzystali? Otóż ciemna strona miała na stanie osiem Tie Fighterów z czego sześć to piloci prosto po akademii, a dwóch było imiennych. W takim razie rebelia pewnie miała Lucka Skywalkera i innych znanych pilotów? Otóż miejsce w finale znalazł tylko grubas z epizodu IV, który jako pierwszy i chyba jedyny daje się zestrzelić przez turbolasery! Zresztą w czasie finału nie poszło mu lepiej. <lol> Do tego gracz rebeli wystawił dwa B-wingi i jednego Rookie pilot X-winga. A cała potyczka rozegrała się w fazie planowania ruchów! no po prostu BAJKA! Na końcu posta link do tego finału ale to ponad godzina oglądania więc tylko dla zainteresowanych. Ale nie napisałem jeszcze co to za bydle ta gra X-wing. Otóż jest to gra symulująca pojedynki pilotów myśliwców w świecie gwiezdnych wojen.
Dla złapaniu klimatu, krótki filmik, prezentujący esencję o co w tej grze chodzi! :-)
Jeżeli ktoś zainteresowany jest zasadami i "jak się to je" to polecam poniższy filmik doskonale prezentujący wszystkie aspekty tej prostej gry.
Dodatkowym atutem przemawiającym za tą girką, jest to, że nie wymaga praktycznie żadnych dodatkowych inwestycji w tereny. A dodatkowo modele sprzedawane są od razu pomalowane! Co przy mojej kombinacji chęci/umiejętności/czasu jest doskonałym rozwiązaniem. Wychodzi na to, że może być jedyną grą w mojej kolekcji, do której będę miał pomalowane modele :-) A teraz pytanie do Was moi mili.
Czy ktoś z Was chciałby (bez żadnych inwestycji) zmierzyć się ze mną w tą w sumie prościutką gierkę?
Bo jeżeli znajdzie się jakiś chętny to z wielką ochotą zakupię starter na próbę. Zresztą modele strasznie mi się podobają i zawsze chciałem mieć na półeczce X-winga, więc pewnie i tak się skuszę!
Na koniec obiecany wcześniej finał 2013 World Championship.
Pozdrawiam.
P.S.Znalazłem jeszcze świetną anime w klimacie więc dorzucę ją tutaj.
You're in the army now...
Heyka
Długa przerwa nastała, ale co się odwlecze to nie uciecze!
Zresztą nie bardzo było o czym pisać. Wasza aktywność zmalała prawie do zera. Nie udało się zagrać z Hipolitem. Majki w ogóle się nie odzywa. Werter odbił się od klęski urodzaju w Bolt Action - osobne ręce i broń to fajna sprawa bo można się pobawić i zrobić naprawdę unikatowe modele ale jak trzeba złożyć 20+ modeli to ręce opadają. Juby po ostatniej kostkowej porażce też wypadł z rytmu. No po prostu pustynia. A i ja czasu miałem trochę mniej bo rozpocząłem studia. I ostatni weekend spędziłem na uczelni dowiadując się jak bardzo jestem zacofany i ile materiału trzeba będzie nadrobić. Powiem szczerze że po sobotnim wykładzie z matematyki całkiem się załamałem, a w niedzielę dobili mnie jeszcze fizyką. Ale przyjmuję metodę małych kroczków. Nie patrzę za horyzont tylko będę brał wszystko na bieżąco. Od zjazdu do zjazdu.
A co nowego w naszym hobby?
Otóż Genialny Wydawca sięga po raz kolejny do naszych kieszeni i po raz kolejny sprzedaje nam dokładnie to samo ale nowe, lepsze, większe! Czyli kolejna armia doczekała się 7ed Codexu. Tym razem padło na Dark Eldarów. Bez większego rozpisywania się, bo kogo interesuje to sobie poszuka, a kogo nie interesuje... no cóż :-) Poniżej wszystkie nowości, które pojawiły się do tej "jakże popularnej armii". Oprócz modeli trzeba jeszcze wydać tonę dodatków z dodatkowymi zasadami specjalnymi, żeby dodatkowo zgubić tych, którzy nie siedzą w temacie na bieżąco! Panom z Nottingham na razie dziękujemy.
Warzone!
Na początek ogłoszenie zakończenia fazy "kickstarter" otóż wraz z wydaniem tego:
Wywiązali się ze wszystkich obietnic z tego projektu. I mogą wejść w nową fazę biznesu.
"What does this mean? Well, that means that ALL OF THE MINIATURES for the Warzone Resurrection Kickstarter have been manufactured! FINALLY, we are past it all and we can start pushing on. This also means that all of the folks who are waiting for their one of everything, for their two of everything, for their one of every add on... All those folks who have waited so patiently, we can finally get these parcels out to you."
Nice! :-) I kolesie nie zasypują gruszek w popiele bo kilka dni później opublikowali takie zdjęcie:
WOW!!! wydaje się, że będziemy mieli nową falę starterów! Do tego Wenusjański Szeryf wygląda zabójczo! W międzyczasie ogłosili wydanie niemieckiej wersji podręcznika! Double WOW! Może i polskiej się doczekamy, jako że Warzone w Polsce podobno sprzedaje się świetnie.
Hmmm... wydawało mi się że nie będzie o czym pisać. A tu całkiem ładny pościk wyszedł. :-) Dobrze! A jako, że wczoraj odwiedziłem Vanaheim to w najbliższym czasie spodziewajcie się nowych recenzji!
Pozdrawiam.
Długa przerwa nastała, ale co się odwlecze to nie uciecze!
Zresztą nie bardzo było o czym pisać. Wasza aktywność zmalała prawie do zera. Nie udało się zagrać z Hipolitem. Majki w ogóle się nie odzywa. Werter odbił się od klęski urodzaju w Bolt Action - osobne ręce i broń to fajna sprawa bo można się pobawić i zrobić naprawdę unikatowe modele ale jak trzeba złożyć 20+ modeli to ręce opadają. Juby po ostatniej kostkowej porażce też wypadł z rytmu. No po prostu pustynia. A i ja czasu miałem trochę mniej bo rozpocząłem studia. I ostatni weekend spędziłem na uczelni dowiadując się jak bardzo jestem zacofany i ile materiału trzeba będzie nadrobić. Powiem szczerze że po sobotnim wykładzie z matematyki całkiem się załamałem, a w niedzielę dobili mnie jeszcze fizyką. Ale przyjmuję metodę małych kroczków. Nie patrzę za horyzont tylko będę brał wszystko na bieżąco. Od zjazdu do zjazdu.
A co nowego w naszym hobby?
Otóż Genialny Wydawca sięga po raz kolejny do naszych kieszeni i po raz kolejny sprzedaje nam dokładnie to samo ale nowe, lepsze, większe! Czyli kolejna armia doczekała się 7ed Codexu. Tym razem padło na Dark Eldarów. Bez większego rozpisywania się, bo kogo interesuje to sobie poszuka, a kogo nie interesuje... no cóż :-) Poniżej wszystkie nowości, które pojawiły się do tej "jakże popularnej armii". Oprócz modeli trzeba jeszcze wydać tonę dodatków z dodatkowymi zasadami specjalnymi, żeby dodatkowo zgubić tych, którzy nie siedzą w temacie na bieżąco! Panom z Nottingham na razie dziękujemy.
Warzone!
Na początek ogłoszenie zakończenia fazy "kickstarter" otóż wraz z wydaniem tego:
Wywiązali się ze wszystkich obietnic z tego projektu. I mogą wejść w nową fazę biznesu.
"What does this mean? Well, that means that ALL OF THE MINIATURES for the Warzone Resurrection Kickstarter have been manufactured! FINALLY, we are past it all and we can start pushing on. This also means that all of the folks who are waiting for their one of everything, for their two of everything, for their one of every add on... All those folks who have waited so patiently, we can finally get these parcels out to you."
Nice! :-) I kolesie nie zasypują gruszek w popiele bo kilka dni później opublikowali takie zdjęcie:
WOW!!! wydaje się, że będziemy mieli nową falę starterów! Do tego Wenusjański Szeryf wygląda zabójczo! W międzyczasie ogłosili wydanie niemieckiej wersji podręcznika! Double WOW! Może i polskiej się doczekamy, jako że Warzone w Polsce podobno sprzedaje się świetnie.
Pozdrawiam.
środa, 1 października 2014
"Lucky" problem
Heyka!
Witam Was serdecznie w ten pochmurny dzionek. Dziś na tapetę chcę wrzucić problem, który spotkał każdego grającego w jakiekolwiek gry. Mam na myśli farta! Wczoraj graliśmy z Jubym rozgrywkę w Warzona. Wszystko układało się super. Siły wybrane. Modele rozstawione. Karty strategi zagrane. I zaczynamy ruchy jak w tym wierszyku "najpierw powoli jak żółw ociężale...". Evazaurus zajmuje osłonę na środku pola. Nic nie wskazuje na to co wydarzy się za chwilę... chwila suspensu... i BACH!!! Wskakuje rzeczony FART! i nie mam na myśli bąka, który zatruł by atmosferę na pewno w dużo mniejszym stopniu.
Ciężka piechota wchodzi na pozycję, nawet bardzo nie starając się - bez przycelowania - oddają cztery strzały - jak myślałem ostrzegawcze. Tak żeby zaznaczyć "Kolego włazisz w naszą strefę ostrzału - pilnuj się". Kości toczą się po stole... I Evazaurus traci 3 woundy!!! Z czego jeden krytykiem. Strzelałem dwoma modelami na -4 i chyba -6. Juby miał inpeneteble armour na (12) do tego leczenie na (5). No po prostu ręce opadają. Ale nic to! Juby doskakuje swoimi saszerami, żeby osłonić rannego warlorda. Poprawia pozycje. I strzela. Całą prawie armią. Trafia oczywiście. Plasma radośnie skacze od modelu do modelu. Efekt? Trzy (zaledwie) niezdane testy pancerza. Do tego zdane testy leczenia na (4)! Ogień zwrotny od Ciężkiej Piechoty. Oczywiście trafienie krytykiem "1" i Evazaurus ginie w drugiej turze. A Juby bez widoków na wygraną kończy rozgrywkę. W międzyczasie orka w jednej turze strzelania powaliła cały oddział saszerów a reszta ciężkiej piechoty poharatała drugi oddział.
I tu dochodzimy do sedna problemu.
Na pewno spotkaliście się z objawami takiego farta u przeciwnika. Czasem trafienie w amunicje wysadziło cały czołg od jednego strzału. Czasem fartowny headshot zakończył waszą bitwę w jakąś strzelankę. Ja sam tylko z gier bitewnych potrafię przytoczyć z tuzin dobrych opowieści o fartach. A pytanie do Was moi mili: Jak sobie radzić z tego typu przypadkami? Bo element szczęścia jest nieodłącznym elementem gier bitewnych (z małymi wyjątkami). Ale tego typu fart psuje zabawę obu stroną. Inaczej jest gdy fart siedzi po obu stronach albo w grę wchodzi statystyka. Jednak gdy wygrywam samym fartem jak wczoraj to nie mam w ogóle radochy z rozgrywki. Stawiam sobie to samo pytanie co Fry na obrazku powyżej. Przeciwnik jest zdemotywowany. A ja nie wiem czy przepraszać, czy się nie odzywać?
A jakie Wy macie doświadczenia w tym temacie? Zapraszam do dyskusji. :-)
Pozdrawiam.
Witam Was serdecznie w ten pochmurny dzionek. Dziś na tapetę chcę wrzucić problem, który spotkał każdego grającego w jakiekolwiek gry. Mam na myśli farta! Wczoraj graliśmy z Jubym rozgrywkę w Warzona. Wszystko układało się super. Siły wybrane. Modele rozstawione. Karty strategi zagrane. I zaczynamy ruchy jak w tym wierszyku "najpierw powoli jak żółw ociężale...". Evazaurus zajmuje osłonę na środku pola. Nic nie wskazuje na to co wydarzy się za chwilę... chwila suspensu... i BACH!!! Wskakuje rzeczony FART! i nie mam na myśli bąka, który zatruł by atmosferę na pewno w dużo mniejszym stopniu.
Ciężka piechota wchodzi na pozycję, nawet bardzo nie starając się - bez przycelowania - oddają cztery strzały - jak myślałem ostrzegawcze. Tak żeby zaznaczyć "Kolego włazisz w naszą strefę ostrzału - pilnuj się". Kości toczą się po stole... I Evazaurus traci 3 woundy!!! Z czego jeden krytykiem. Strzelałem dwoma modelami na -4 i chyba -6. Juby miał inpeneteble armour na (12) do tego leczenie na (5). No po prostu ręce opadają. Ale nic to! Juby doskakuje swoimi saszerami, żeby osłonić rannego warlorda. Poprawia pozycje. I strzela. Całą prawie armią. Trafia oczywiście. Plasma radośnie skacze od modelu do modelu. Efekt? Trzy (zaledwie) niezdane testy pancerza. Do tego zdane testy leczenia na (4)! Ogień zwrotny od Ciężkiej Piechoty. Oczywiście trafienie krytykiem "1" i Evazaurus ginie w drugiej turze. A Juby bez widoków na wygraną kończy rozgrywkę. W międzyczasie orka w jednej turze strzelania powaliła cały oddział saszerów a reszta ciężkiej piechoty poharatała drugi oddział.
I tu dochodzimy do sedna problemu.
Na pewno spotkaliście się z objawami takiego farta u przeciwnika. Czasem trafienie w amunicje wysadziło cały czołg od jednego strzału. Czasem fartowny headshot zakończył waszą bitwę w jakąś strzelankę. Ja sam tylko z gier bitewnych potrafię przytoczyć z tuzin dobrych opowieści o fartach. A pytanie do Was moi mili: Jak sobie radzić z tego typu przypadkami? Bo element szczęścia jest nieodłącznym elementem gier bitewnych (z małymi wyjątkami). Ale tego typu fart psuje zabawę obu stroną. Inaczej jest gdy fart siedzi po obu stronach albo w grę wchodzi statystyka. Jednak gdy wygrywam samym fartem jak wczoraj to nie mam w ogóle radochy z rozgrywki. Stawiam sobie to samo pytanie co Fry na obrazku powyżej. Przeciwnik jest zdemotywowany. A ja nie wiem czy przepraszać, czy się nie odzywać?
A jakie Wy macie doświadczenia w tym temacie? Zapraszam do dyskusji. :-)
Pozdrawiam.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





















